W pierwszym kwartale tego roku wzrost gospodarczy spowolni poniżej 4 proc. – twierdzą eksperci. Produkcja przemysłowa wzrosła w lutym o 4,6 proc. w porównaniu z lutym 2011 r. – podał GUS. Jeszcze w styczniu r./r. zwiększyła się o 9,1 proc. Ekonomiści spodziewali się hamowania, ale nie aż takiego. Sądzili, że wzrost wyniesie 8,8 proc.

– Spodziewamy się pewnego zwolnienie gospodarczego. Są dwa czynniki, które na nie wpływają – wielkość eksportu i konsumpcji. Już od stycznia obserwujemy, że eksport rośnie mniej dynamicznie niż dotychczas, co jest echem spowolnienia na zachodzie Europy. A do tego zwalnia konsumpcja, co już było widoczne w czwartym kwartale 2011 r. – mówi DGP prof. Marek Belka, prezes NBP.

Tłumaczy, że płace rosną umiarkowanie, a wysokie ceny paliw działają jak nowe obciążenie podatkowe. W konsekwencji osoba, która musi zapłacić 6 zł za litr paliwa zamiast 5,5 zł, będzie miała mniej pieniędzy na inne wydatki.

Złoty nie jest tak mocny, by zaszkodził eksportowi

To samo jest, gdy osłabia się złoty, z czym mieliśmy do czynienia w czwartym kwartale 2011 r. i pierwszej połowie stycznia tego roku. Gospodarstwa domowe, które obsługują kredyty hipoteczne w walutach, muszą zmniejszyć wydatki na inne cele.

– To są czynniki hamujące wzrost gospodarki, co wyraziło się w lutym w tempie wzrostu produkcji przemysłowej. Ale to nie oznacza ryzyka recesji, po prostu spowolnienie. Żaden dramat – mówi nam prof. Marek Belka.

W lutym największy wzrost produkcji – o niemal 15 proc. – miały firmy wytwarzające wyroby z metali, a także chemikaliów i wyrobów chemicznych. O 9,4 proc. rosła produkcja maszyn i urządzeń, a o 8 proc. papieru i wyrobów z papieru. Na drugim biegunie były kopalnie wydobywające węgiel. Ich produkcja spadła o niemal 8 proc. Producentów mineralnych surowców niemetalicznych o prawie 7 proc., a mebli o 1,8 proc.

Jednak przedsiębiorstwa wciąż korzystają z relatywnie słabego złotego.

– Według badań NBP kurs grożący spadkiem konkurencyjności eksportu plasuje się dopiero w okolicach 3,60 – 70 zł za euro – podkreśla Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku. A od lutego euro waha się w przedziale 4,20 – 4,11 zł, czyli ciągle bardzo daleko od poziomów, które mogłyby stanowić zagrożenie.

Oprócz produkcji przemysłowej zwalnia także tempo wzrostu produkcji budowlano-montażowej. – W styczniu wzrosła o 32 proc rok do roku, a w lutym już tylko 12 – wylicza Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Invest-Banku.

Podwyżek nie będzie, inflacja hamuje

Konsekwencją spowolnienia wzrostu produkcji będzie wyhamowanie wzrostu gospodarczego. – Wyniki produkcji wpisują się w scenariusz łagodnego spowolnienia wzrostu PKB w pierwszym kwartale 2012 r. do ok. 3,5 proc., z 4,3 proc. w czwartym kwartale 2011 r. – uważa Ignacy Morawski, ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości.

Łukasz Tarnawa, główny ekonomista, jest jeszcze bardziej pesymistyczny, uważa, że nasz wzrost gospodarczy w pierwszym kwartale może się nawet zmniejszyć do 3,2 proc.

Dobrą wiadomością w tym pakiecie nie najlepszych informacji jest to, że spowolnienie produkcji odbiera jastrzębiom w Radzie Polityki Pieniężnej kolejny argument za podnoszeniem stóp. Tym bardziej że wraz z hamowaniem wzrostu produkcji hamuje inflacja PPI, czyli producencka, co powinno się także przełożyć na niższe tempo wzrostu cen usług oraz towarów w sklepach, czyli inflację CPI.

Wysokie ceny paliw działają jak nowe obciążenie podatkowe