Podobnie było tylko w 2005 r., bo we wszystkich innych latach od początku transformacji gospodarczej występowało zjawisko przeciwne – na jedzenie wydawaliśmy coraz mniejszą część pieniędzy przeznaczanych na comiesięczne zakupy.

Ale nawet wówczas mocno odstawaliśmy od standardów starych krajów Unii Europejskiej. Ich mieszkańcy wydają bowiem na jedzenie tylko kilkanaście procent kwoty przeznaczanej na zakup towarów i usług konsumpcyjnych – w unijnej „piętnastce” w 2010 r. było to 12,7 proc. Przy tym Niemcy przeznaczali na ten cel 11 proc. budżetu związanego z zakupami, Duńczycy – 11,2 proc., Austriacy – 10,2 proc. a Anglicy – 9,4 proc. – wynika z danych Eurostatu. Trzeba jednak pamiętać, że biuro statystyczne UE stosuje trochę inną metodologię – przy ustalaniu struktury wydatków i wyliczaniu inflacji bierze pod uwagę nie tylko wydatki gospodarstw domowych, lecz także wydatki w internatach, stołówkach i innych obiektach. Ale nawet według tej metodologii Polacy przeznaczali przed dwoma laty na żywność 19,6 proc. kwoty, którą pochłonęły ich zakupy.

Zdaniem ekspertów ubiegłoroczny wzrost udziału wydatków na żywność w budżetach rodzin nie jest przypadkowy. – Stało się tak, ponieważ żywność drożała szybciej niż towary i usługi ogółem – wyjaśnia prof. Krystyna Świetlik z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Potwierdzają to dane GUS. Według nich w ubiegłym roku żywność podrożała średnio o 5,6 proc., a inflacja wyniosła 4,3 proc. W dodatku przeciętne wynagrodzenia wzrosły nominalnie niewiele więcej niż inflacja – w przedsiębiorstwach zwiększyły się tylko o 5 proc. Podwyżki płac nie nadążały więc za drożejącą żywnością.

Perspektywy nie są dobre. – Od grudnia do końca lutego żywność zdrożała już o 2,5 proc. – mówi prof. Świetlik. Dodaje, że to nie koniec wzrostu cen. Jej zdaniem w czerwcu ceny żywności mogą być o 4 – 5 proc. wyższe niż w grudniu. – Między innymi dlatego, że wzrosły już ceny produkcji i wzrośnie popyt na jedzenie w związku z mistrzostwami Europy w piłce nożnej, ponieważ trzeba będzie dodatkowo nakarmić setki tysięcy kibiców – ocenia prof. Świetlik. Zastrzega, że latem możemy mieć jednak sezonową obniżkę cen żywności. A w drugiej połowie roku będą rosły wolniej niż w pierwszej. W efekcie w grudniu ceny żywności mogą być o 3 – 4 proc. wyższe niż przed rokiem. – Możemy mieć podobną sytuację jak w roku ubiegłym. Bo udział żywności w wydatkach gospodarstw domowych może także wzrosnąć przy małych podwyżkach płac ze względu na przykład na spowolnienie gospodarcze i trudną sytuację na rynku pracy – twierdzi prof. Świetlik.

Na żywność wydajemy coraz więcej. Kurczą się za to m.in. rachunki związane z zakupem odzieży i obuwia. Produkty te pochłonęły w ubiegłym roku 4,9 proc. kwoty, którą wydaliśmy na zakupy towarów i usług konsumpcyjnych – o 0,3 pkt proc. mniej niż w roku poprzednim. Ważniejszy jest jednak wzrost wydatków na żywność, ponieważ świadczy o niewielkim pogorszeniu lub stabilizacji warunków życia w naszym kraju. Bo według prawa Engla dopiero wraz ze wzrostem zamożności gospodarstw domowych maleją ich wydatki na żywność.