Budżet ma zarobić na aukcji częstotliwości 800 i 1800 MHz. Prezes UKE Magdalena Gaj stwierdziła wczoraj w Radiu PiN, że liczy na sukces, ale eksperci studzą nastroje.

– Owszem, te częstotliwości, a szczególnie 800 MHz, były do niedawna dla operatorów takim Świętym Graalem, za który zapłaciliby każde pieniądze. Ale sytuacja na rynku telekomunikacyjnym się zmieniła – tłumaczy Andrzej Piotrowski, ekspert z Centrum im. Adama Smitha.

Operatorzy zakładają, że nowe pasma radiowe pozwolą na oferowanie nowych usług i pomogą w obsłudze rosnących rzesz klientów. I co najważniejsze, mają też być wykorzystane do obsługi technologii LTE, czyli systemu komórkowego czwartej generacji, wymagającego dużej przepustowości. – Jednak 800 MHz, które jest idealne dla telefonii głosowej, może się okazać za mało przepustowe dla usług multimedialnych, głównie przesyłu wideo – tłumaczy Piotrowski. – A to właśnie na tych usługach coraz bardziej zależy operatorom, bo zyski z telefonii głosowej są po prostu coraz mniejsze. Nie wiadomo więc, czy będą aż tak szczodrzy, jak zapowiada regulator – dodaje ekspert.

UKE jest przekonany, żeczęść pieniędzy z tej sprzedaży zasili już tegoroczny budżet. Pierwsze rozstrzygnięcia mają zapaść w czwartym kwartale. Największa kwota z aukcji częstotliwości 800 MHZ zasiliłaby państwową kasę dopiero za rok.

Jeżeli zapowiedzi Gaj się spełnią, to wpływy ze sprzedaży częstotliwości będą porównywalne z planowanymi dochodami z podatku od kopalin (ok. 2 mld zł) i znacznie wyższe od spodziewanych oszczędności wywołanych zmianami w ulgach (te w latach 2013 – 2014 mają wynieść ok. 900 mln zł). Rząd będzie mógł więc poratować się tymi dochodami w przyszłorocznym budżecie, bo już wiadomo, że będzie nadal zaciskał pasa.