Małe liczby, duże kwoty

– Jak tak dalej pójdzie, nie będę miał czego sprzedawać – mówi Marcin Kolasa z Aston Martin Warszawa. Z siedmiu samochodów, jakie ma na stanie, dwa znalazły nabywców, a na dwa kolejne ma już klientów. Te liczby może nie porażają, ale trzeba pamiętać, że najtańszy samochód w tym salonie kosztuje 250 tys. euro. Aston to obecnie jedno z najbardziej popularnych w naszym kraju aut z najwyższej półki. Podobne cenniki mają w salonach Ferrari, Bentley i Rolls-Royce.

– Zaczynamy od 250 tys. euro. Górnej granicy nie wyznaczamy – mówi Radek Pstrokoński z Auto Fus, który sprzedaje ekskluzywne brytyjskie auta z logo RR. Sam zakup wygląda inaczej niż w większości salonów. Po odpowiedniej konfiguracji modelu klient jest zapraszany na Wyspy do fabryki, by tam przetestować auto. Dopiero po kilku miesiącach samochód przywożony jest do Polski.

Krótszą drogę do kupna auta mają wielbiciele Bentleya. Jak mówi Piotr Jędrach z Bentley Warszawa, samochody dostępne są od ręki. Bardziej wyszukane modele fabryka dostarcza w cztery – pięć miesięcy. Podobnie jest z Ferrari.

Na brak klientów nie narzekają też tańsze marki. – W styczniu i lutym sprzedaż Infiniti była o 75 proc. wyższa niż rok temu – mówi Radek Pszczółka, rzecznik Polskiej Grupy Dealerów, która jest importerem tego samochodu.

Za najpopularniejszy model tej marki, czyli FX 37, trzeba zapłacić 261,8 tys. zł – czyli cztery razy mniej niż za najtańsze auto z salonu Aston Martin, Ferrari, Rolls-Royce czy Bentley. W Infiniti chcą utrzymać tempo wzrostu do końca roku, choć zdają sobie sprawę, że nie będzie to łatwe. Okazuje się, że nawet zamożni klienci liczą pieniądze, które wydają na stacjach paliwowych, i nieoczekiwanie dla sprzedawców przerzucili się na silniki benzynowe. Efekt? Trzeba domówić takich samochodów, choć auta z silnikiem Diesla stoją na placu.

Czas na lamborghini

Śmiałe plany mają też inni. – W tym roku zakładamy podwojenie sprzedaży – zapowiada Marcin Dąbrowski, wiceprezes JLR Polska, który sprzedaje marki Aston Martin, Jaguar i Lotus. – Zamierzamy sprzedać ponad 20 samochodów – zapowiada Piotr Jędrach z Bentley Warszawa. To wynik zbliżony do zeszłorocznego, który był jednak dwukrotnie wyższy od osiągniętego w 2010 r.

Ferrari i Rolls-Royce nie ujawniają swoich planów. – Nie informujemy, kto i ile samochodów kupił – mówi Pstrokoński. Jednak wiadomo, że w zeszłym roku z salonu wyjechało przynajmniej jedno takie auto, bo wychwycił je rejestr Centralnej Ewidencji Pojazdów.

Nawet bogaci liczą pieniądze i kupują auta z silnikami benzynowymi

Entuzjazm Dąbrowskiego podziela większość sprzedawców drogich aut. Swoje prognozy uważają za realne, bo z roku na rok przybywa w Polsce osób z naprawdę grubymi portfelami. To dlatego zwiększa się liczba ekskluzywnych salonów. Oprócz ferrari, astona martina, bentleya czy rolls-royce’a w Polsce można kupić np. maserati. Coraz głośniej też o planach wejścia kolejnych graczy. Mówi się o lamborghini, które miałby sprowadzić do Polski jeden z dilerów Volkswagena. Przedstawiciele działającej w Polsce spółki dementują jednak tę informację.