Eksperci nie oczekują jednak, że rewolucyjnie poprawi to efekty tego programu. „Zmiana ta stanowi odpowiedź na postulaty przedsiębiorców, którzy wskazywali, że dotychczasowe uregulowania są nazbyt restrykcyjne i uniemożliwiają ponowne wnioskowanie o wsparcie tym, którzy już raz o nie bez powodzenia się ubiegali” – tłumaczy w uzasadnieniu do rozporządzenia resort rozwoju regionalnego. – Faktycznie czasem wystarczyło, by rozdanie dotacji na e-biznesy odbyło się tylko raz w roku lub by przedsiębiorcy przedłużyły się jakieś przygotowania i okazywało się, że już nie może się starać o wsparcie – mówi Igor Dzierżanowski z miesięcznika o rynku start-upów „Proseed”.

Branża internetowa ocenia zmianę pozytywnie, bo dotychczasowe regulacje rodziły patologie. – Wiele z firm powstawało tylko po to, by zdobyć dotację, rozliczyć ją i potem zamknąć projekt – dodaje Łukasz Plutecki, współwłaściciel agencji interaktywnej NetArch.

Tłumy e-biznesmenów

Jednak eksperci ostrzegają: nie ma co liczyć, że nawet ta nowelizacja przyniesie poprawę w jakości dotowanych projektów. A jest to jeden z najbardziej znanych funduszy unijnych. To po te dotacje dwa lata temu ustawiały się kilkudniowe kolejki chętnych. 8.1 został pomyślany jako motor dla przedsiębiorczych absolwentów. Dotacje na e-biznesy miały zmobilizować ich do założenia własnej firmy i rozwijania branży internetowej. Jako że do wydania są spore pieniądze (cały budżet PO IG 8.1 dla Polski to blisko 400 mln euro), to początkowo wartość dofinansowania ustalono na maksymalnie 850 tys. złotych. To właśnie tak duża suma ściągnęła prawdziwe tłumy e-biznesmenów. W 2009 r. zgłosiło się po dotacje ponad 5 tys. osób.

Obserwatorzy rynku biznesów internetowych krytykowali jednak przyznającą dotacje Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. Setki tysięcy złotych dotacji dostawały portale ślubne, serwisy społecznościowe czy z e-fakturami. – Może i są to e-biznesy, ale czy naprawdę innowacyjne? – pyta Łukasz Plutecki.

Potrzebny nowy model

W ramach ratowania wizerunku działania 8.1 zaostrzono więc już w 2010 r. warunki, na jakich rozdysponowywano pieniądze. W pierwszej kolejności zmniejszono maksymalny poziom dofinansowania do 700 tys. złotych, potem do 490 tys. Wprowadzono też możliwość składania wniosków drogą elektroniczną, by zapobiec kolejkom przed urzędami.

W efekcie mocno spadło zainteresowanie programem. W ubiegłym roku starało się już o nie tylko trochę ponad 2 tys. przedsiębiorstw. – Tak naprawdę trzeba by się było zastanowić nad całkowitą zmianą modelu przyznawania tych dotacji. W obecnym kształcie po prostu widać, że się on nie sprawdza – podsumowuje Dzierżanowski.

DGP ostrzega

Jakie błędy popełniają wnioskujący o dotacje

Niedokładnie zapoznają się z dokumentacją. Trzeba sprawdzić: kto może się ubiegać o środki, na jakie działania, jaki jest termin realizacji projektu, jak wysoki musi być wkład własny, jakie zabezpieczenia finansowe są wymagane i jakie załączniki trzeba złożyć.

Zbyt późno rozpoczynają pracę nad projektem i/lub wnioskiem. Zebranie dokumentacji jest najbardziej czasochłonnym elementem procedury wnioskowania.