Redukcje ogłoszone do 10 lutego, zeszłego piątku, wzrosły do 94, 4 tys etatów wobec 25,6 tys. miejsc pracy zlikwidowanych roku temu – wynika z danych agencji Bloomberg. Pracodawcy mający siedzibę w Europie Zachodniej stanowią największą grupę firm decydujących się na zwolnienia, co jedynie zwiększa w strefie euro poziom bezrobocia, które jest już najwyższe od 13 lat.

Zwolnienia są realizowane w najszybszym tempie od 2009 roku, kiedy gospodarki Europy i USA popadły w najgłębsza recesję od końca II wojny światowej. Teraz kryzys zadłużeniowy w Europie może spowodować cofnięcie się gospodarek Eurolandu o 0,5 proc. w 2012 roku. 

„Problemy, z jakimi ma do czynienia Unia Europejska sugerują, że jakiekolwiek odrodzenie nadejdzie bardzo wolno i będzie wyjątkowo słabe” – mówi Allen Sinai, główny ekonomista Decision Economics w Nowy Jorku – „Wobec narastania niepewności firmy zaczęły zmieniać swoje zobowiązania w odniesieniu do siły roboczej”.

Spowolnienie gospodarek w Europie i na niektórych rynkach rozwijających się stało za decyzją prezydenta NEC, Nobuhiro Endo, koncernu produkującego telefony komórkowe i komputery, o obcięciu pod koniec stycznia 10 tys. miejsc pracy. Farmaceutyczny koncern AstraZeneca z siedzibą w Londynie zapowiedział na początku lutego likwidację 7,3 tys. etatów po eliminacji prawie 21,6 tys. stanowisk pracy od 2007 roku.

W USA odwrotnie - zwiększa się liczba nowych stanowisk pracy

Słaba kondycja Europy kontrastuje z amerykańskim rynkiem pracy, na którym według prognoz ekonomistów powstanie w tym roku najwięcej nowych miejsc pracy poczynając od 2006 roku, I chociaż PepsiCo dołączyło do grona 26 innych firm z Ameryki Północnej, które zapowiedziały na ten rok zwolnienia, na USA przypada mniej niż 25 proc. spośród 8,7 tys., stanowisk przewidzianych do redukcji w koncernie.

Wprawdzie recesja w UE ma zagościć tylko na dwa-trzy kwartały, a odbicie powinno nastąpić w drugim półroczu 2012, to cięcia w wydatkach sektora publicznego oznaczają, że wolne tempo rozwoju gospodarczego w Europie potrwa całe lata– twierdzi Gerd Hassem, ekonomista BHP Bank we Frankfurcie.