Nie pozostanie to bez wpływu na wyniki firmy za IV kwartał 2011 r. oraz I kwartał 2012 r. Już w trzecim kwartale ubiegłego roku PGNiG miało bowiem ujemną marżę na sprzedaży gazu. W IV kwartale ta tendencja się pogłębiła, a – według szacunków – od początku tego roku spółka do sprzedawanego gazu mogła dopłacić nawet blisko 300 mln zł.

Firma traci, bo Urząd Regulacji Energetyki nie zgadza się na podwyżkę. PGNiG w październiku złożył wniosek taryfowy, w którym domagał się wzrostu cen o kilkanaście procent. W przypadku najmniejszych, detalicznych odbiorców oznaczałoby to wzrost rachunków za ogrzewanie i gotowanie na gazie o około 8 proc.

PGNiG

PGNiG

źródło: Bloomberg

Zdaniem ekspertów żądania wzrostowe PGNiG są uzasadnione. Spółka sama kupuje gaz coraz drożej – za 1000 m sześc. płaci nawet ponad 500 dol. Nie sprzyjają jej niekorzystny kurs walutowy oraz rosnące notowania ropy naftowej i paliw, do których indeksowana jest cena gazu w kontrakcie z Gazpromem.

Prezes URE konsekwentnie odrzuca jednak przedstawiany przez PGNiG wniosek taryfowy i domaga się kolejnych korekt. Trwający od blisko pięciu miesięcy proces taryfowy jest jednym z najdłuższych w historii. Analitycy nieoficjalnie twierdzą, że to ewidentna gra na czas. – URE staje w obronie odbiorców indywidualnych. Chodzi o to, by jak najdłużej utrzymać dotychczasowe ceny gazu, aby zimą nie podnosić klientom indywidualnym rachunków – mówi nam jeden z naszych rozmówców.

Według Petera Csaszara wygląda na to, że nowa taryfa gazowa nie wejdzie w życie wcześniej niż w marcu. Z naszych informacji wynika, że urząd proces taryfowy może przeciągnąć nawet do kwietnia.

Agnieszka Głośniewska, rzecznik URE, nie potwierdza ani nie zaprzecza. – Postępowanie wciąż trwa i trudno mówić, kiedy się zakończy. Na razie analizujemy dokumenty i nie wykluczamy, że wyślemy do PGNiG ponowne wezwanie do poprawy wniosku – informuje.

W tej sytuacji – paradoksalnie – ratunkiem dla spółki jest ograniczenie dostaw surowca do Polski przez Gazprom. Import z Rosji w ubiegłym tygodniu spadł o 7 proc., a w efekcie PGNiG ściął przesył do kluczowych odbiorców o 2 proc., minimalizując tym samym straty na sprzedaży o kilkaset tysięcy złotych dziennie.

Choć w piątek ilość gazu odbieranego od Gazpromu powróciła do zakontraktowanych poziomów, PGNiG nie odkręcił ponownie kurka dla zakładów chemicznych i płockiej rafinerii. – Czekamy z tą decyzją jeszcze kilka dni – powiedziała nam Joanna Zakrzewska, rzecznik PGNiG. Jak zapewnia, nie chodzi o ograniczenie strat na sprzedaży gazu. – Przyglądamy się po prostu warunkom atmosferycznym i rosnącemu zapotrzebowaniu na gaz. Jeśli mrozy nie wzrosną, wznowimy dostawy – wyjaśnia.

Ten scenariusz – przynajmniej w ciągu najbliższego tygodnia – wydaje się jednak mało realny. PGNiG ostrzegło już, że ze względu na panujące w całej Europie niskie temperatury, w najbliższych dniach niewykluczone są nieregularne dostawy gazu ze Wschodu.