Umowa przyjęta pod naciskiem Merkel i Sarkozy’ego ma głównie znaczenie polityczne. Z punktu widzenia samych regulacji obecne rozwiązania w pełni wystarczają – uważa przywódca klubu liberałów i były premier Belgii, Guy Verhofstadt. Jest on jednym z trzech przedstawicieli europarlamentu, którzy biorą udział w pracach nad ostatecznym tekstem porozumienia o unii fiskalnej.

Od 13 grudnia wszystkie kraje UE obowiązuje zestaw sześciu aktów unijnego prawa (tzw. sześciopak), który reguluje zasady kontroli budżetowej w Unii. W wielu punktach wprowadza on regulacje, które idą dalej od umowy o unii fiskalnej. W szczególności określa datę (grudzień 2014 roku), od kiedy kraje Wspólnoty mogą być ukarane, jeśli utrzymają deficyt budżetowy powyżej 3 proc. PKB (umowa o unii fiskalnej daty nie zawiera). Tylko sześciopak ustala wysokość ewentualnych kar (0,2 proc. PKB). Co więcej, wszystkie państwa UE poza Estonią, Finlandią, Luksemburgiem i Szwecją w nadchodzących 3 latach muszą wdrażać plan redukcji deficytu, jeśli chcą uniknąć kar.

Sześciopak, w przeciwieństwie do unii fiskalnej, obejmuje też kary (do 0,1 proc. PKB) dla tych państw, które nie stosują się do zaleceń Komisji Europejskiej w sprawie poprawy konkurencyjności gospodarek. Bruksela będzie ponadto mogła określić górny pułap wzrostu wydatków budżetowych dla nadmiernie zadłużonych państw.

Tryb wymierzania kar, najważniejszy element unii fiskalnej, też został określony w sześciopaku. I tu, i tu o ich wprowadzeniu zdecyduje KE, a jej werdykt będzie mógł zostać podważony, tylko jeśli sprzeciwi mu się w Radzie UE grupa krajów mająca kwalifikowaną większość głosów.

Nowością wprowadzoną przez unię fiskalną jest natomiast możliwość zaskarżania jednego państwa przez drugie w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości (ETS) za nadmierny deficyt. Sześciopak zakłada, że tylko KE będzie mogła wystąpić z takim pozwem. Jednak od powstania Unii KE przeszło dwa tysiące razy występowała ze skargami na państwa członkowskie za łamanie innych niż finansowe przepisów prawa UE, podczas gdy kraje Unii na siebie nawzajem tylko około 60 razy. Powód jest prosty: rządy nie chcą na siebie nawzajem skarżyć w obawie, że za chwilę poszkodowane państwo wystąpi przeciw nim z pozwem.