Warszawski port lotniczy rozpoczyna walkę o turystów z portami regionalnymi. Firma wyszła z ofertą do biur podróży – gotowa jest płacić za każdego przewiezionego turystę nawet 15 zł – ustalił „DGP”. To poważny cios dla portów regionalnych, które są w stanie dać najwyżej 1 zł.

Program skierowany jest do największych touroperatorów w Polsce: Alfa Star, Ecco Holiday, Exim Tours, GTI Travel Poland, Itaka, Jet Touristic, Neckermann Polska, Oasis Tours, Rainbow Tours, Sun & Fun, Triada, TUI Poland, Wezyr Holidays. To właśnie jedna z tych firm zdradza nam, o jakich kwotach jest mowa. Przemysław Przybylski, rzecznik prasowy Przedsiębiorstwa Państwowego „Porty Lotnicze”, nie chce wchodzić w szczegóły przyszłorocznej oferty współpracy marketingowej portu z firmami turystycznymi. – Kwoty nie będą się różnić znacząco od tegorocznych – zapewnia.

Z tegorocznej tabeli wynika jednak, że maksymalna kwota na dofinansowanie działań marketingowych jednego touroperatora – bo pod taką pozycją kryje się dofinansowanie – nie przekracza 4 zł za pasażera. Chyba że biuro uruchomi nową trasę. Wtedy może zarobić dwa razy tyle, ale tylko przez jeden sezon. Trzeba dodać, że na obsłudze statystycznego podróżnego lotnisko może zarobić 26 euro.

Według ekspertów PPL jako najzasobniejszy gracz na polskim rynku taką ofertą może wyprzeć z sektora przewozów czarterowych biedniejsze lotniska. Turystom, zwłaszcza z pogranicza rejonów oddziaływania portów, jest wszystko jedno, czy polecą z Warszawy, czy z Katowic. To biuro decyduje tak naprawdę, pod który terminal podjedzie autobus.

Cezary Orzech, rzecznik prasowy MPL Katowice-Pyrzowice, potwierdza, że obecnie to z Katowic, a nie z Warszawy na zagraniczne wczasy odlatują mieszkańcy północnego Mazowsza. Zwiększenie dopłat w Warszawie może to zmienić.

– Nas, ale też innych regionalnych portów na tak wysokie jak w Warszawie dopłaty nie stać – mówi Orzech. Szybko przelicza, że w ramach budżetu marketingowego touroperatorzy i linie lotnicze mogą liczyć góra na ok. 1 zł na pasażera.

Przez niektórych obserwatorów rynku ruch Lotniska Chopina jest też związany z bliskim uruchomieniem portu w Modlinie, który nie będzie zarządzany przez PPL, lecz przez spółkę, która budowała lotnisko, czyli MPL Warszawa – Modlin. – W ten sposób Lotnisko Chopina chce zatrzymać pasażerów u siebie – twierdzi osoba znająca sprawę. – Lub użyć tego argumentu w negocjacjach z Urzędem Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego po Euro 2012 – dodaje. Wtedy obydwaj najważniejsi udziałowcy portu mają ponownie przemyśleć, kto będzie zarządzał portem w przyszłości.

– My wspieramy promocję połączeń, natomiast nie mamy potrzeby płacić za uruchamianie nowych tras – protestuje Przybylski. Chodzi mu o to, że Warszawa nie widzi potrzeby rywalizowania z kimkolwiek o pasażerów, a tym bardziej z Modlinem, w którym ma jedną trzecią udziałów. A to dlatego, że jak pokazują statystyki Urzędu Lotnictwa Cywilnego, to z Warszawy, a nie z Katowic czy Krakowa chcą podróżować polscy turyści. Ze stolicy odleciał bowiem za granicę co trzeci turysta z Polski.

To tylko promocja, a nie dotacja

Lotniska, a nawet samorządy lokalne od dawna płacą liniom lotniczym, czy touroperatorom za nowych pasażerów. Oficjalnie pieniądze są przelewane za promowanie regionów na lotniskach i w samolotach. Jest tak, bo prawo nie pozwala, aby lotniska czy samorządy organizowały i finansowały połączenia lotnicze. Tak jak robi się to np. z regionalnymi połączeniami kolejowymi. Dotowanie przewoźnika zostałoby uznane za niedozwoloną pomoc publiczną, co zakwestionowałaby Komisja Europejska. Tak było w 2004 r., gdy KE uznała za nielegalne subsydia, które irlandzki Ryanair otrzymywał od regionalnego samorządu Walonii w zamian za loty z Charleroi pod Brukselą.

cez