Prognozę, że po 2015 roku cena błękitnego paliwa pójdzie ostro w dół, przygotowała badająca rynek energetyczny firma A.T. Kearney. Największe znaczenie dla spadku ceny gazu ma zmiana sposobu jego dostarczania. Transport rurociągami do Europy znacząco zmniejszył się w ciągu ostatnich dwóch lat. Tymczasem import LNG wzrósł w latach 2009 i 2010 odpowiednio o 11 i 18 mld metrów sześciennych. Tendencja ta jest wynikiem niskich cen LNG, na te zaś wpływ miała globalna nadpodaż gazu ziemnego.

Kluczowe znaczenie miało tu oderwanie się cen gazu w transakcjach spotowych, czyli z natychmiastową dostawą, od cen w kontraktach długoterminowych, w których cenę wyznacza się na podstawie ceny ropy na światowych rynkach.

– Tendencja jest taka, że gaz w transakcjach spotowych tanieje, w oparciu o produkty ropopochodne rośnie ze względu na wysokie ceny na światowych giełdach – mówi Tomasz Chmal, ekspert rynku paliw z Instytutu Sobieskiego.

W niektórych przypadkach różnica jest nawet dwukrotna. Nadpodaż gazu na świecie jeszcze wzrośnie, gdy Stany Zjednoczone uruchomią terminale skraplające gaz wydobywany z łupków. Dziś jego cena w USA waha się między 110 a 150 dol. za 1000 metrów sześciennych.

W Polsce gaz z Rosji pokrywa ponad 60 proc. polskiego zapotrzebowania na to paliwo. A PGNiG kupuje je od Gazpromu za około 400 dol. za 1000 m. sześc. Rosyjski dostawca zapowiedział jeszcze dalsze podwyżki – nawet do 500 dol. – Ta dysproporcja uderzy w polski przemysł. Wysokie ceny energii sprawią, że stanie się ona znacznie mniej konkurencyjna – mówi Janusz Kowalski, ekspert z dziedziny energetyki.

Jego zdaniem najbardziej uderzy to w zakłady azotowe, dla których cena gazu to około 70 proc. kosztów produkcji. Dlatego już teraz zakłady azotowe w Tarnowie przymierzają się do samodzielnego sprowadzania gazu z terminalu LNG, który w 2014 r. ma zostać ukończony w Świnoujściu. Tańszego gazu szuka także Orlen, który rocznie zużywa około 1 mld m sześc. gazu. Na razie zakontraktował 90 mln m sześc. od niemieckich dostawców przez łącze w Lasowie. Na taki krok nie będą mogły sobie pozwolić mniejsze firmy, które w efekcie będą musiały za energię płacić o kilkadziesiąt procent drożej niż ich konkurenci w Europie Zachodniej.

Dysproporcja cen sprawi, że polskie firmy będą mniej konkurencyjne

Nowe uwarunkowania w najtrudniejszej sytuacji stawiają PGNiG. Niebezpieczeństwo utraty największych odbiorców przemysłowych może spowodować, że po 2015 firma będzie musiała płacić za ogromne ilości gazu, którego nie będzie w stanie wykorzystać.

Na razie firma stara się zwiększyć wewnętrzny popyt na gaz, inwestując w elektrownie gazowe. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że cena produkowanego w nich prądu również będzie wyższa niż na zachodzie Europy. Po uchwaleniu ustawy o opłatach za eksploatację złóż węglowodorów cena gazu wydobywanego obecnie ze złóż krajowych wzrośnie o kilkadziesiąt procent. PGNiG nie będzie mogło więc tak skutecznie obniżać ceny gazu importowanego z Rosji, mieszając je z tańszym paliwem krajowym. Przeciwko temu protestuje zresztą Komisja Europejska.

Tak będzie rosła bańka LNG

W tej dekadzie światowe zapotrzebowanie na LNG znacznie wzrośnie. A.T. Kearney ocenia, że będzie się zwiększać od 3,1 do 4,5 proc. rocznie. W Europie zapotrzebowanie na LNG ma wzrosnąć o 42 proc. w ciągu 10 lat, czyli z obecnego poziomu około 80 mld m sześc. do 113 mld. W tym czasie na świecie możliwości skraplania gazu będą rosnąć do 2020 roku dużo szybciej niż popyt na LNG.