"Władze Rosji określają ten projekt jako jej wkład w europejskie bezpieczeństwo energetyczne. Jednak sądząc po przeszkodach, jakie ostatnio napotyka inny gazowy megaprojekt Moskwy - South Stream (Gazociąg Południowy), w Europie sytuację ocenia się inaczej" - wskazuje rosyjska gazeta.

"Kommiersant" zauważa też, że "oprócz rosyjskiego gazu czeka się tam również na rzeczywistą modernizację Rosji". "Przede wszystkim - polityczną" - podkreśla dziennik.

Zdaniem "Kommiersanta", "oddanie do użytku Nord Stream jest wyjątkowo nieprzyjemną nowiną dla Ukrainy, która może stracić część dochodów z tranzytu rosyjskiego gazu do Europy".

Gazeta przypomina, że w 2010 roku za pośrednictwem ukraińskiego systemu przesyłowego przetłoczono 95,4 mld metrów sześciennych rosyjskiego gazu, co stanowiło 2/3 całego eksportu Gazpromu do Europy. Na tranzycie tym - wylicza "Kommiersant" - ukraiński Naftohaz zarobił na czysto 1,3 mld dolarów.

Moskiewski dziennik zwraca uwagę, że wiceprezes Gazpromu Aleksandr Miedwiediew przyznał we wtorek, że tranzyt zmniejszy się właśnie na kierunku ukraińskim.

"Wyjście z sytuacji jest" - zaznacza "Kommiersant" i wyjaśnia, że "Moskwę nadal interesuje ukraińska rura". "Uruchomienie Nord Stream stanie się zapewne jednym z elementów nacisku na Kijów w dążeniu Gazpromu do upragnionego celu" - przewiduje gazeta.

"Kommiersant" podaje, że potwierdziło mu to wysokie rangą źródło w rosyjskiej delegacji, która poprzedniego dnia w niemieckim Lubminie uczestniczyła w uroczystości oddania do eksploatacji Gazociągu Północnego. "Według niego, Moskwa i Kijów +kontynuują głęboko zakonspirowane negocjacje dotyczące formuły wspólnego użytkowania systemu przesyłu gazu na Ukrainie" - przekazuje dziennik.

"Po uruchomieniu pierwszej nitki Nord Stream pozycje negocjacyjne Ukrainy osłabły. A po uruchomieniu drugiej - osłabną jeszcze bardziej" - przytacza "Kommiersant" słowa swojego rozmówcy w otoczeniu prezydenta Dmitrija Miedwiediewa.

Nieco innego zdania jest także cytowany przez tę gazetę analityk rynku gazowego Michaił Krutichin, który ocenił, że Gazociąg Północny, to "za mało dla likwidacji zależności od tranzytu przez Ukrainę". "Taki cel można osiągnąć za pomoc dwóch tras okrężnych - przez Bałtyk i przez Morze Czarne, gdzie rolę taką ma odgrywać South Stream" - oświadczył analityk.

W opinii Krutichina, bez czarnomorskiej rury Gazprom "pozostanie zakładnikiem Ukrainy". "Tymczasem Komisja Europejska powiedziała twarde +nie+ dla południowej trasy w postaci, w jakiej widzi ją Gazprom" - przypomniał.

Analityk podkreślił, że "nieprzypadkowo Moskwa proponuje ułożenie dodatkowych nitek magistrali bałtyckiej, co zrekompensowałoby fiasko South Stream". "Wszelako niemieckie koncerny energetyczne oraz kanclerz Angela Merkel ostro i niedwuznacznie odrzuciły już tę koncepcję" - dodał.

Powołując się na źródło w Gazpromie, Krutichin zauważył też, że koncernowi - jak dotąd - udało się zakontraktować dla Nord Stream nie więcej niż 20 mld metrów sześciennych surowca, czyli mniej, niż można przesłać jedną nitką tego gazociągu (27,5 mld metrów sześc.).

Analityk zwrócił również uwagę, że choć jest to paradoksalne, to jednak paliwo z Gazociągu Północnego będzie konkurować z gazem z Rosji, dostarczanym innymi trasami, na przykład - z planowaną sprzedażą skroplonego surowca ze złoża Sztokman, na Morzu Barentsa. "Już teraz Polska zaczęła kupować gaz w Niemczech po cenie o 45 USD za 1000 metrów sześciennych niższej, niż oferuje Gazprom" - zauważył.

"Wychodzi więc na to, że projektem tym Gazprom faktycznie podkopuje własne pozycje na europejskim rynku gazowym" - podsumował Krutichin.