Prace nad budżetem trwają już w Ministerstwie Finansów. Jak pisaliśmy, zmieniony projekt ma być gotowy pod koniec miesiąca. Obecnie jest w nim zapisany wzrost PKB na poziomie 4 proc. Musi zostać dokonana korekta w dół, co pociągnie za sobą dochody mniejsze od zakładanych obecnie. Analitycy spodziewają się, że rząd zapisze wzrost na poziomie najwyżej 3 proc. Korekta wzrostu automatycznie spowoduje, że zmniejszyć trzeba będzie prognozę dochodów. – Będą one o 3 – 4 mld zł niższe, bo choć wzrost PKB będzie wolniejszy, to wyższa inflacja zminimalizuje ten efekt. Większe za to będą wydatki indeksowane inflacją – mówi dr Jakub Borowski, główny ekonomista Kredyt Banku.

Wyższy będzie m.in. wskaźnik waloryzacji emerytur i rent dla blisko 10 mln świadczeniobiorców. To pociąga za sobą konieczność wyższej dotacji dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Według naszych wyliczeń to wydatek około miliarda złotych. Czyli łącznie rząd musi dokonać ruchów na około 5 mld zł, aby utrzymać planowany na przyszły rok deficyt.

Nie wszyscy podzielają te szacunki. Część ekonomistów, m.in. Janusz Jankowiak z Polskiej Rady Biznesu, uważa, że korekta może być nie jedno-, ale aż dwucyfrowa i sięgnąć 10 – 20 mld zł. Choć jego zdaniem rząd nie powinien mieć problemu ze sfinansowaniem ubytków dzięki dużej wpłacie z zysku NBP. Jednak z punktu widzenia analityków i ekonomistów ważne jest, aby rząd przedstawił wiarygodne wyliczenia, w które uwierzą ekonomiści. Tym bardziej że może się pogorszyć sytuacja w strefie euro, a nowy budżet będzie oceniany nie tylko przez perspektywę zbicia deficytu sektora finansów publicznych do 3 proc. PKB w 2012 r., ale ekonomiści będą szukali w nim zapowiedzi działań w całej kadencji.

Od piątku trwają konsultacje ustawy okołobudżetowej, ale rząd może rozważyć wprowadzenie innych rozwiązań. Opisywaliśmy kwestię rent wdowich i całego systemu rentowego, który powiększa deficyt systemu zabezpieczeń społecznych o 15 mld zł rocznie. Już w minionej kadencji rząd szykował się do zmian, m.in. wprowadzając tzw. renty kapitałowe. Ostatecznie zabrakło jednak politycznej woli, aby te zmiany przeprowadzić. Teraz, jak wynika z naszych nieoficjalnych informacji, resort finansów znów zaczyna się przyglądać możliwości zmian w tym systemie.

Jak będzie się tworzyć rząd

Nowy rząd może zostać utworzony najszybciej w dwa dni, a maksymalnie w 28. Aby powstał i otrzymał od parlamentu mandat do rządzenia, muszą zostać wykonane cztery kroki:

● Na rozpoczynającym kadencję posiedzeniu Sejmu obecny rząd składa dymisję;

● Po jej złożeniu prezydent desygnuje nowego premiera – ma to nastąpić dziś o godz. 15;

● Premier ma dwa tygodnie na skompletowanie rządu. Przedstawia wtedy swój gabinet do zaprzysiężenia prezydentowi. Jest to moment przejęcia władzy od poprzedniego gabinetu;

● Aby ta zmiana była trwała, nowo zaprzysiężony gabinet musi w ciągu kolejnych dwóch tygodni uzyskać wotum zaufania od Sejmu.

Jeśli w tym terminie rząd nie uzyska wotum zaufania, prawo wyboru premiera i proponowanych przez niego ministrów przechodzi na Sejm. To wyjście w obecnym układzie koalicyjnym jest mało prawdopodobne. Teoretycznie jest możliwe, że zaraz po desygnacji premier przedstawi nowych ministrów do zaprzysiężenia, a Sejm bez zwłoki tego samego lub następnego dnia udzieli im wotum zaufania. Tempo powstawania rządu zależy głównie od woli premiera i marszałka Sejmu, który zwołuje posiedzenia Sejmu.

Z kalendarza wynika, że najdalszy termin, w którym rząd powinien uzyskać wotum zaufania, to 6 grudnia.