Rynki z entuzjazmem przyjęły wiadomości płynące z Brukseli.Euro umocniło się do najwyższego od 7 tygodni poziomu do dolara i było wymieniane za prawie 1,40 dol. Wzrosły też o 2 – 3 proc. indeksy największych europejskich giełd. Rezultat szczytu nie jest jednak jednoznaczny, a radość inwestorów może być krótkotrwała.

Rządy strefy euro wymusiły na największych bankach zgodę na „dobrowolne” spisanie na straty połowy nominalnej wartości posiadanych greckich obligacji. Jak przekonuje wiceszef niemieckiego instytutu Ifo Rolf Langhammer, nie wiadomo, ilu prywatnych inwestorów, którzy nie brali udziału w brukselskich negocjacjach, zgodzi się na taką redukcję albo zażąda dodatkowych gwarancji.

Inny problem to finansowanie strat poniesionych przez banki. Zdaniem Europejskiego Urzędu Bankowego (EBA) 70 największych instytucji finansowych będzie potrzebowało 106 mld euro, by utrzymać bezpieczny poziom kapitałów własnych. Ale we wnioskach szczytu nie ma ani słowa o tym, kto miałby wyłożyć te pieniądze.

Aż 2/3 strat na greckich obligacjach poniosą banki z trzech krajów: Włoch, Hiszpanii i samej Grecji. To równocześnie jedne z najbardziej zadłużonych krajów strefy euro, których nie stać na wsparcie swoich banków.

Prywatni wierzyciele mają 210 z 350 mld euro obligacji wyemitowanych przez Grecję. Pozostała część należy do instytucji publicznych (w tym MFW), które nie zgodziły się na jakikolwiek odpis strat.

Szczyt przyjął także zasady zwielokrotnienia Europejskiego Instrumentu Stabilności Finansowej (EFSF) poprzez emisję obligacji pod zastaw posiadanego kapitału. Uzyskane środki (zdaniem prezydenta Sarkozy’ego – ok. 1 biliona euro) pozwolą na częściowe (20 – 30 proc.) gwarantowanie w przyszłości emisji obligacji Włoch, Hiszpanii i innych krajów o wątpliwej wiarygodności.

Dyrektor brukselskiego Centrum Europejskich Analiz Politycznych (CEPS) i autor pomysłu lewarowania przyjętego w Brukseli Daniel Gros komentuje: „Włochy mają problemy z płynnością, a nie z dochodami fiskalnymi. Potrzebują więc żywej gotówki, której EFSF w wyniku nowego porozumienia nie uzyskał”.

Ekonomistka Cinzia Alcidi z brukselskiego Instytutu Bruegla jest jeszcze bardziej sceptyczna. – To jest 14. szczyt Unii w ostatnich 20 miesiącach, na którym przyjmuje się połowiczne rozwiązania – mówi. Jeszcze więcej znaków zapytania dotyczy skutków szczytu dla 10 państw bez euro, w tym Polski. Na krótka metę będą korzyści. – Szczyt zakończył ostrą fazę niepewności, gdzie na stole leżał scenariusz niekontrolowanego bankructwa, co mogło się przerodzić w panikę na rynkach – mówi Roland Paszkiewicz z Centralnego Domu Maklerskiego Pekao SA. Ale należy się szybko spodziewać korekty. – To kwestia dni, rynek nie utrzyma tych wzrostów – mówi. Tego samego zdania jest Ryszard Petru, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich. – Musimy się liczyć z tym, że czeka nas jeszcze poważne rozchwianie rynków. Na razie przyjęto porozumienie. Dopiero gdy nastąpi faktyczna restrukturyzacja długu, zobaczymy, jakie straty będą miały europejskie banki, w jakiej będą kondycji, i czy przypadkiem nie przyjmowały zakładów na obligacje Grecji – mówi.