Pierwszych osiem miesięcy tego roku pod względem liczby debiutów było bardzo udanych dla głównego rynku warszawskiej giełdy. Pojawiły się tu 33 nowe spółki i wydawało się, że ubiegłoroczny wynik, kiedy zadebiutowały 34 firmy, zostanie z łatwością pobity. Nic z tego. – Panuje przekonanie, że obserwowane teraz odbicie na giełdach nie jest trwałe. W takiej sytuacji ciężko się spodziewać, aby w perspektywie najbliższych miesięcy zadebiutowała u nas jakaś nowa spółka – mówi Michał Sztabler, analityk domu maklerskiego Trigon.

Po prostu na rynku nie ma pieniędzy. Inwestorzy dostali po kieszeni w wyniku ostatnich spadków i teraz trzymają się mocno za portfele. Przekonanie ich do zakupu akcji nowych spółek jest szczególnie trudne.

Analitycy mówią, że spółkom, które zastanawiają się nad emisją akcji, doradza się przesunięcie oferty w czasie. Nastroje są tak złe, że inwestorów trudno przekonać do wyłożenia pieniędzy na sfinansowanie akwizycji czy budowy nowego zakładu. Mało tego – nawet mocne obniżenie ceny akcji może zostać odebrane jako sygnał ostrzegawczy.

– Jeżeli jakaś spółka chce przeprowadzić emisję za wszelką cenę, to sygnał, że coś może być nie w porządku z jej fundamentami – mówi Michał Sztabler.

Zdaniem specjalistów w obecnej sytuacji warszawski parkiet nie może liczyć także na nowych emitentów zagranicznych. Chociaż Andrzej Olszewski z ING Securities mówi, iż fundamentalne zainteresowanie naszą giełdą wśród zagranicznych spółek wciąż istnieje, to trudno przewidzieć, kiedy przełoży się to na nowe oferty. Z kolei Piotr Wiła, zastępca dyrektora zarządzającego ORK BZ WBK, twierdzi, że zagraniczne spółki zweryfikowały swoje plany dotyczące pozyskania kapitału z naszego parkietu, choć ta weryfikacja polega raczej na zmianie harmonogramu i spowolnieniu prac nad ofertą niż na całkowitym zawieszeniu projektów. – Zakładamy, że sytuacja powinna się w końcu ustabilizować, a wtedy będzie można określić dalsze kroki co do poszczególnych projektów – mówi Piotr Wiła.

Aby spółki znowu zaczęły wchodzić na GPW, musiałyby uwierzyć, że sytuacja makroekonomiczna zaczyna się poprawiać. – Ale na razie na to się nie zanosi – mówi Michał Sztabler. Dlatego na najbliższe debiuty przyjdzie nam poczekać przynajmniej kilka, a może kilkanaście miesięcy.