"Opodatkowanie transakcji w strefie euro, to z jednej strony podatek, jak każdy inny - zwiększa dochody budżetowe, co w sytuacji konsolidacji fiskalnej, w zasadzie we wszystkich krajach eurolandu, może być sensowne.

Z drugiej strony celem pośrednim wprowadzenia podatku jest zwiększenie kosztów transakcyjnych w obrocie instrumentami finansowymi, czyli de facto zmniejszenie motywacji inwestorów do dokonywania częstych transakcji. Miałoby to w efekcie ukrócić - przynajmniej częściowo - wahania na rynku związane z kapitałem spekulacyjnym.

Moim zdaniem pod tym względem będzie to średnio skuteczne narzędzie. Rynki finansowe znają wiele sposobów na obejście różnych legislacji, co było widoczne przy okazji ostatniego kryzysu finansowego.

Największy problem, jaki widzę w tej propozycji, to sam sposób wprowadzenia jednolitego podatku i kogo miałby on dotyczyć. Pamiętamy, jakie problemy wywołało wprowadzenie zakazu krótkiej sprzedaży. Nie wiadomo było, jakich instrumentów miał ten zakaz dotyczyć, czy np. francuskich, belgijskich spółek notowanych na giełdzie w Londynie.

To, co zostało zaproponowane, to w większości temat zastępczy zamiast euroobligacji, których rynek oczekiwał. Trzeba było rynkowi +coś+ dać, żeby można było o czymś porozmawiać i pokazać, że politycy nie siedzą na laurach. Moim zdaniem dopóki nie poznamy konkretów propozycji, to odłożyłbym je na półkę z życzeniami największych krajów strefy euro".