Miniony tydzień był jednym z najgorszych w historii warszawskiej giełdy, a indeks szerokiego rynku WIG stracił ponad 10 proc. Również i wczoraj akcje giełdowych spółek potaniały. Na wartości tracą wszystkie branże notowane na GPW.

Pomogą banki centralne

Ponieważ jednak taka skala wyprzedaży nie może się utrzymywać przez dłuższy czas, analitycy zaczynają dostrzegać światełko nadziei.

– Moim zdaniem największe spadki są już za nami i w kolejnych miesiącach nie powinny się powtórzyć – uważa Roman Przasnyski, analityk Open Finance. Jego zdaniem nastroje na rynkach powinny się poprawiać dzięki bankom centralnym, których reakcji na kryzys wreszcie się doczekaliśmy. Chodzi między innymi o interwencje banków centralnych Szwajcarii, Japonii oraz Europejskiego Banku Centralnego, który rozpoczął skup obligacji Włoch i Hiszpanii.

Nikt jednak nie ma złudzeń, że w najbliższych miesiącach na giełdzie będzie łatwo zarobić. Ceny akcji będą spadały. Inwestorzy chcący ochronić kapitał przed spadkiem wartości powinni więc poszukać spółek, które stracą najmniej.

Zdaniem Romana Przasnyskiego takich bezpieczniejszych przystani należy szukać wśród dużych, płynnych spółek z tzw. branż defensywnych, do których zaliczane są przede wszystkim energetyka i telekomunikacja. Podobnie uważa Krzysztof Stępień, dyrektor inwestycyjny Opera TFI. – Popyt na usługi spółek z tych branż jest stały, niezależny od koniunktury. Dlatego ich wyniki finansowe nie powinny znacznie się pogorszyć – mówi Krzysztof Stępień. Wśród największych spółek na GPW wspomniane wyżej branże reprezentowane są przez PGE, Tauron, CEZ i Telekomunikację Polską.

Kursowi akcji tej ostatniej spółki powinien dodatkowo pomóc zapowiedziany przez władze firmy program skupu akcji własnych. Pieniądze na ten cel – 800 milionów złotych – będą pochodzić ze sprzedaży walorów spółki zależnej – Emitel.

Do grona spółek, które mogą zachować się lepiej niż rynek, Krzysztof Stępień zalicza jeszcze PGNiG, którego przychody od koniunktury gospodarczej również zależą w umiarkowanym stopniu.

Analitycy zwracają uwagę, że na świecie do grona firm defensywnych, które lepiej sobie radzą w czasie dekoniunktury, zaliczane są jeszcze spółki medyczne. – Popyt na ich usługi jest zależny od czynników zupełnie innych niż rozwój gospodarczy i ciężko jest z nich zrezygnować – mówi Wojciech Zych, zarządzający w Quercus TFI. – Niestety, na naszej giełdzie takich firm jest mało i z reguły są one niewielkie – dodaje.

Do największych firm medycznych, notowanych na głównym parkiecie warszawskiej giełdy, zalicza się Enel-Med, Swissmed i EMC Instytut Medyczny.

Innym rozwiązaniem dla inwestorów jest ucieczka z parkietu, na którym trwa nieustająca przecena.

Poza giełdą bezpieczniej

– Z trendem ciężko wygrać. Nawet spółki reprezentujące defensywne branże, choć zachowają się lepiej niż rynek, nie dadzą zarobić – uważa Krzysztof Stępień.

Radzi on poszukać innych sposobów lokowania pieniędzy w trudnych czasach. W naszych warunkach mogą być to fundusze pieniężne. Najlepsze z nich, np. Idea Premium czy Amplico Pieniężny, notują stopy zwrotu na poziomie około 6 proc. rocznie.

Za bezpieczne uważane są zwykle także fundusze obligacyjne. Ale w ich przypadku w najbliższym czasie także można spodziewać się przeceny. Analitycy prognozują bowiem wzrost rentowności polskich obligacji w najbliższym czasie, co spowoduje spadek wartości jednostek funduszy dłużnych. Dzięki temu jednak inwestorzy spragnieni bezpieczeństwa będą mogli za jakiś czas zainwestować w nie po niższej cenie.