Rząd w Atenach odda MFW i Komisji Europejskiej kontrolę już nie tylko nad prywatyzacją największych przedsiębiorstw państwowych, ale także polityką podatkową. Bruksela jest gotowa udzielić Grekom po raz kolejny pomocy przed bankructwem, ale pod warunkiem zrzeczenia się części suwerenności w polityce gospodarczej. O szykowanym porozumieniu pisze dziennik „Financial Times”.

Komisaryczny zarząd nad grecką gospodarką w ciągu nadchodzących 2 lat przyniesie budżetowi państwa dodatkowe 30 – 35 mld euro. Drugie tyle miałoby pochodzić z nowego pakietu pomocowego Unii.

Negocjatorzy UE i MFW, którzy prowadzą teraz rozmowy w Atenach, chcą osiągnąć porozumienie w połowie tego tygodnia. To warunek, aby przed 20 czerwca fundusz wypłacił kolejną (12 mld euro) transzę uzgodnionego na początku zeszłego roku programu pomocy. Grecki minister finansów przyznał w zeszłym tygodniu, że bez tych świeżych pieniędzy państwo będzie musiało ogłosić bankructwo już pod koniec lipca.

Grecja nie jest w stanie sama pozyskać funduszy na rynkach finansowych dla obsługi swojego długu. Rentowność jej obligacji doszła do 25 proc.

Dodatkowym warunkiem udzielenia przez Unię kolejnej pomocy Grecji jest stworzenie takich zachęt dla inwestorów prywatnych, aby ci dobrowolnie zgodzili się na odroczenie spłaty części zobowiązań.

Takiemu rozwiązaniu sprzeciwia się EBC. Oznaczałoby ono niewywiązywanie się Grecji ze swoich zobowiązań, a więc jej upadłość. Członek zarządu banku Lorenzo Bini Smaghi uważa, że takie kontrolowane bankructwo miałoby tragiczne skutki dla zaufania do strefy euro i mogłoby pociągnąć za sobą niewypłacalność kolejnych państw unii walutowej, zwłaszcza Portugalii, a być może także Irlandii. Doprowadziłoby też do dużych strat europejskich podatników. Sam EBC kupił ostatnio greckie obligacje za 45 mld euro. Zdaniem Smaghi Grecja pozostaje na tyle zamożnym krajem, że gdyby zmobilizowała swoje aktywa, sama uniknęłaby bankructwa.

Ocena MFW jest bardziej ostrożna. Fundusz szacuje, że w państwo greckie ma majątek wart ok. 100 proc. PKB Grecji, gdy zadłużenie kraju to już blisko 150 proc. PKB.

„Wall Street Journal” uważa, iż bankructwa Grecji uniknąć się nie da. Dochody z prywatyzacji są iluzoryczne, bo nikt poważny nie będzie chciał kupić greckiego majątku m.in. z powodu braku wiarygodnego katastru, oporu związków zawodowych przed restrukturyzacją przedsiębiorstw, utrzymania przez państwo strategicznych udziałów w firmach oraz długotrwałości procedur prywatyzacyjnych. Dlatego grecki rząd będzie musiał po raz trzeci wystąpić o pomoc. Tyle że tym razem jej nie otrzyma, bo rządy Niemiec i innych krajów UE nie zechcą narażać się na sprzeciw swoich podatników.

Restrukturyzacja greckiego długu, niezależnie od tego, czy zostanie określona kontrolowanym bankructwem, czy bardziej eufemistycznym terminem, doprowadzi do obniżenia notowań nie tylko Grecji, ale także Portugalii i Irlandii.

Wówczas przyszłość strefy euro będzie zależała od tego, czy Hiszpania i Włochy będą potrafiły oprzeć się panice na rynkach finansowych.

Niemcy liczą już potencjalne straty

Bankructwo Grecji nie zachwieje systemem bankowym Niemiec. Nasz zachodni sąsiad kupił obligacje Aten za 25 mld euro. Zdaniem ekspertów Grecja może w skrajnym przypadku ogłosić, że nie spłaci połowy swoich zobowiązań. Jednak na 12,5 mld euro strat ogromna większość obciążyłaby instytucje państwową, a tylko w niewielkim stopniu banki komercyjne. 8 mld euro obligacji greckich posiada KfW, bank utworzony przez rząd dla przejęcia złych długów banków spółdzielczych. Kolejne 7,4 mld euro greckich obligacji przejął państwowy FMS Wertmanagement, instytucja utworzona dla przejęcia złych długów od Hypo Real Esteta, a 1,4 mld euro Erste Abwicklungsanstalt, bank utworzony przez państwo dla przejęcia złych długów od WestLB.

Wśród banków komercyjnych najbardziej narażony na straty jest Commerzbank (posiada obligacje greckie o nominalnej wartości 2,9 mld euro), Deutsche Bank (1,6 mld euro), DZ Bank (1 mld euro) oraz Landesbank Baden-Wuerttemberg (0,8 mld euro).