– Rozważamy wejście na warszawską giełdę jako jedną z możliwości pozyskania dodatkowego kapitału na rozwój spółki, ale ostateczna decyzja w tej sprawie zapadnie dopiero pod koniec roku – mówi prezes TBC Banku Wachtang Bucchrikidze. Pod uwagę bierze on również IPO na giełdzie w Londynie lub pozyskanie inwestora strategicznego.

– Jeśli wybór padnie na IPO w Warszawie, to można się go spodziewać najwcześniej na początku II kwartału przyszłego roku, ale nie później niż do końca września 2012 r. – dodaje Bucchrikidze.

TBC jak na polskie warunki z wartością aktywów na poziomie 1,44 mld dol. jest niewielkim bankiem. W Gruzji to jednak numer dwa. Został założony w 1992 r. przez dwóch biznesmenów. Obecnie jego współwłaścicielami są m.in. EBOiR i International Financial Corporation (należy do grupy Banku Światowego).

Bank na początku zajmował się obsługą dużych firm, ale trzy lata temu zmienił strategię. Od tego czasu sprzedaje również produkty dla klientów detalicznych oraz małych i średnich firm. Mimo to wciąż znaczna większość przychodów spółki pochodzi z segmentu korporacyjnego. Za kilka lat ma to być ok. 60 proc. Zysk netto TBC za I kwartał tego roku wyniósł 14 mln dol. wobec 4 mln kwartał wcześniej.

Mimo niewielkiej skali TBC jest rentowną spółką, chociaż jeszcze trzy lata temu zanotował potężną stratę. Wynikała ona nie tylko z zawirowania na światowych rynkach. Przede wszystkim była następstwem wojny z Rosją, która spowodowała, że przez kilka miesięcy klienci przestali spłacać swoje zobowiązania. W efekcie wskaźnik rentowności na kapitale gwałtownie spadł, ale w 2010 r. ponownie wzrósł do 14,3 proc. W tym roku, zdaniem prezesa, powinien on być nieco wyższy, a w perspektywie najbliższych 2 – 3 lat może osiągnąć 18 – 20 proc.

To nie pierwsza zagraniczna spółka finansowa, która interesuje się warszawskim parkietem. Na początku maja zadebiutował na nim drugi co do wielkości bank na Słowenii Nova KBM.

Także inne gruzińskie spółki myślą o wejściu na polską giełdę. W kwietniu taki plan ogłosił piąty na rynku Liberty Bank. Skąd takie zainteresowanie GPW? – Polskę i Gruzję zawsze łączyły więzi kulturowe. To sprawdza się również w biznesie, bowiem spółki z naszego kraju są znacznie lepiej rozpoznawalne nad Wisłą niż np. w Londynie – tłumaczy Bucchrikidze. Na korzyść Warszawy przemawia również obecność funduszy emerytalnych i TFI.

Eksperci zwracają jednak uwagę, że Gruzja to wciąż mało stabilny rynek. Chociaż PKB tego kraju w 2010 r. mógł skoczyć nawet o 6,5 proc., to jeszcze rok wcześniej kraj był w recesji, a dynamika PKB wyniosła -3,8 proc.