W dotychczasowej historii warszawskiej giełdy najwięcej zagranicznych spółek zadebiutowało w 2007 r. Na GPW swoje akcje uplasowało wtedy aż 12 emitentów spoza Polski. Drugi w tym rankingu był 2006 r., gdy pojawiło się u nas 6 zagranicznych firm. Wiele wskazuje na to, że bieżący rok może być pod tym względem najlepszy w historii.

Zdaniem Ludwika Sobolewskiego, prezesa GPW, w tym roku może u nas pojawić się jeszcze 10 spółek z zagranicy. Z tego połowa to prawdopodobnie spółki ukraińskie, jak prognozuje.

Na giełdę mogą też trafić m.in. duży bank z Czech, bułgarski producent leków Sopharma i firmy z Litwy. A rosyjski Valinor ma szansę zostać pierwszą firmą z tego kraju notowaną w Polsce.

Skąd tak duże zainteresowanie naszą giełdą? Marcin Pędziński, dyrektor ORK BZ WBK, spółki, która doradza zagranicznym firmom pragnącym sprzedawać akcje na GPW, wśród najważniejszych zalet naszego rynku wymienia jego głębokość. – Ogromnym sukcesem naszej giełdy jest to, iż może ona zaoferować naprawdę szerokie grono inwestorów, którzy dysponują kapitałem i bardzo aktywnie szukają chcących się rozwijać, perspektywicznych spółek – mówi Marcin Pędziński. Jego zdaniem na wyobraźnię zarządów przedsiębiorstw planujących upublicznienie pozytywnie działają też oferty ich konkurentów, przeprowadzane w Warszawie i kończące się sukcesem.

Analitycy dodają, że dla szukających kapitału firm ze Wschodu nie bez znaczenia jest bliskość kulturowa Polski. Przedstawiciele domów maklerskich i inwestorzy lepiej rozumieją wschodnie realia i łatwiej niż Brytyjczycy czy Niemcy dostrzegają potencjał wzrostu firm zza Bugu.

Natomiast Vladas Bagavicius, prezes przygotowującej się do debiutu w Warszawie litewskiej grupy rolniczej Agrowill, mówi o jeszcze jednej zalecie naszego parkietu. – Ryzyko polityczne, które w znaczący sposób może wpływać na decyzje inwestorów, jest tu znikome – mówi prezes Agrowillu.