Głównym akcjonariuszem obu firm jest Skarb Państwa, który ma 35 proc. akcji GPW i ponad 22 proc. TGE. Pod koniec 2010 r. minister skarbu Aleksander Grad mówił, że chętnie sprzedałby posiadany pakiet akcji TGE Giełdzie Papierów Wartościowych. Pozostałe akcje giełdy – po ok. 10 proc. – mają Elektrim, E.ON Energy Trading, PGE Polska Grupa Energetyczna, PGE Elektrownia Opole i Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin. Reszta udziałów w firmie jest własnością mniejszych akcjonariuszy, w tym prawie 2,5-proc. pakiet akcji posiada GPW. Od grudnia 2010 r. warszawska giełda jest już właścicielem Platformy Obrotu Energią Elektryczną, która ma jednak znacznie mniejszy udział w rynku niż TGE.

– W Polsce nie ma miejsca na dwie giełdy energii. GPW będzie tylko przejściowym właścicielem, bo docelowo TGE połączy się z inną dużą giełdą energii – uważa prof. Krzysztof Żmijewski, ekspert rynku energii z Politechniki Warszawskiej.

Wartość TGE szacowana jest na 300 mln zł i z takim wydatkiem musi się liczyć ewentualny nabywca firmy. Nawet mimo wzrostu zysku GPW w I kw. o 20 – 30 proc. w stosunku do 2010 r. firma nie ma wystarczających środków na kupno TGE.

– To będzie istotna kwota w przepływach finansowych GPW. Będziemy to finansować prawdopodobnie kapitałem zewnętrznym, nie wykluczamy emisji obligacji – mówi Ludwik Sobolewski.

O emisji obligacji myśli też Towarowa Giełda Energii, która na ewentualnej zmianie właściciela, bez jednoczesnego podniesienia kapitału, nic by nie zyskała. Spółka potrzebuje 30 – 60 mln zł na uruchomienie jeszcze w tym roku handlu węglem, gazem i biomasą.