Skandaliczne okoliczności, w jakich Dominique Strauss- -Kahn przestaje kierować MFW, po raz pierwszy otwierają krajom rozwijającym się drogę do obsadzenia najważniejszej funkcji w funduszu. Ale kompromitacja Francuza to niejedyny powód, dla którego jego następcą wcale nie musi być kolejny Europejczyk.

Zdaniem Stanów Zjednoczonych zmiany są konieczne, bo w dzisiejszym świecie to rynki wschodzące stają się motorem globalnej gospodarki i MFW musi dbać o ich zrównoważony rozwój. Tymczasem po kryzysie końca lat 90. kraje Azji Południowo-Wschodniej gromadzą ogromne rezerwy walutowe, byle uniknąć ponownie zależności od Funduszu, którego politykę uważa się tam za wyjątkowo bezwzględną. Stanowisko USA ma duże znaczenie, bo to właśnie Ameryka posiada najwięcej głosów w radzie.

Nominacja przedstawiciela Brazylii czy Turcji zapewne oznaczałaby, że MFW w przyszłości wspierałby kraje w potrzebie na łagodniejszych warunkach: bez domagania się natychmiastowego otwarcia rynku na konkurencję, forsownej prywatyzacji czy gwałtownej redukcji deficytu budżetowego. Jest też prawdopodobne, że fundusz przeznaczałby większą niż obecnie część swoich zasobów na potrzeby krajów rozwijających się, mimo że wciąż to państwa zachodnie finansują gros środków, jakimi dysponuje MFW.

Ale Europa łatwo nie złoży broni. – Ta funkcja jeszcze przez jakiś czas powinna należeć do Europejczyków – powiedziała w poniedziałek kanclerz Niemiec Angela Merkel. Z kolei wczoraj szef Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso zapowiedział, że Unia przedstawi wspólnego kandydata. Jego zdaniem MFW powinien kierować Europejczyk przynajmniej do czasu, kiedy Grecja, Portugalia i Irlandia przezwyciężą kryzys zadłużenia.

Największą szansę na nominację Unii miałaby francuska minister gospodarki Christine Lagarde. W 2009 r. została ona uznana przez „Financial Times” za najlepszego ministra finansów Europy. Problemem jest jednak jej narodowość: nie tylko ze względu na niesmak, jaki pozostawił Strauss-Kahn, ale także dlatego, że przez 26 z ostatnich 33 lat na czele MFW stali Francuzi. Według „Wall Street Journal” kandydatem Europejczyków mógłby być Marek Belka. Amerykański dziennik wskazuje nie tylko na doświadczenie szefa NBP w pracy w samym MFW (był szefem departamentu europejskiego), ale także na rosnące znaczenie polskiej gospodarki na świecie.

Jednak po raz pierwszy od powołania funduszu w 1944 r. realną szansę na objęcie steru organizacji ma kandydat spoza Europy. – Rynki wschodzące stanowią coraz większą część światowej gospodarki. To musi znaleźć odzwierciedlenie w obsadzie międzynarodowych organizacji – uważa brazylijski minister finansów Guido Mantega.

Kompromisowym kandydatem mógł się okazać Turek Kemal Dervis, wieloletni minister finansów kraju, który z jednej strony jest rynkiem wschodzącym, ale z drugiej blisko związanym z Europą. W Waszyngtonie docenia się w szczególności rolę, jaką od 2001 r. Dervis odegrał w ustabilizowaniu tureckiej gospodarki i otwarciu jej na międzynarodową konkurencję.

Inną opcją jest były minister finansów RPA Trevor Manuel, który w okresie demokratyzacji kraju był gwarantem wolnorynkowych reform. Natomiast 67-letni doradca ekonomiczny prezydenta Indii Montek Singh Ahluwalia jest szanowany w MFW za przełamanie barier protekcjonistycznych i wprowadzenie Indii na drogę szybkiego wzrostu gospodarczego.

Zmiana przewodnictwa przywróci równowagę w Funduszu

Erik Bergloef | Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju Fot. EBRD

Na krótką metę nominacja na szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego przedstawiciela rynku wschodzącego nie miałaby wpływu na jego politykę. W szczególności na program pomocy dla Grecji, Irlandii i Portugalii, bo jest on zbyt zaawansowany, aby można było tu wprowadzić fundamentalne zmiany. Tym bardziej że w tym konkretnym przypadku decydujący głos mają rządy Niemiec i Francji, zaś MFW pełni tylko rolę wspierającą.

Ale w dłuższej perspektywie z powodu takiej nominacji polityka funduszu mogłaby się znacząco zmienić.

W krajach wschodzących panuje bowiem powszechna opinia, że MFW narzuca

Europejczykom mniej surowe warunki pomocy i przyznaje im większe fundusze niż państwom biedniejszym.

Nowy dyrektor zarządzający funduszu zapewne starałby się więc doprowadzić

do przywrócenia równowagi w tym względzie. Trzeba jednak pamiętać, że jego propozycje muszą zostać zaakceptowane przez radę Funduszu, w której najwięcej do powiedzenia mają przedstawiciele gospodarek o największym udziale w kapitale MFW – Stanów Zjednoczonych, Europy i Japonii.