Ryszard Petru: Pierwsze konsekwencje są widoczne. Umocnił się złoty. Banki podnoszą stopy procentowe, a więc drożeje kredyt. Wzrośnie też oprocentowanie depozytów, ale później. Tak już na rynku jest, że najpierw drożeją kredyty, a później depozyty. Rynek zwiększył swe oczekiwania co do skali podwyżek stóp do 5,25 proc. Polska dołączyła do krajów, które mocno zacieśniają politykę pieniężną. W tym klubie są już na przykład Chiny – podnoszą stopy w reakcji na inflację. Do podwyżki stóp zachęca drożyzna, stała się ona wręcz problemem politycznym.

W dłuższym okresie nie można nie widzieć negatywów. Konsekwencją wzrostu dysproporcji stóp będzie napływ kapitału spekulacyjnego na nasz rynek. To z kolei jeszcze bardziej umocni złotego i wartość kursów akcji. Świat szuka teraz miejsc, w których można bezpiecznie inwestować. Polska stała się właśnie jednym z nich. Jednak to gorący pieniądz. W każdej chwili może się wycofać.

Trzeba jednak pogodzić się z takim ryzykiem – nie ma nic za darmo. Skoro wzrost gospodarczy jest wysoki, muszą też rosnąć stopy, żeby wyeliminować ryzyko narastania nierównowagi. Nie ma innego wyjścia, to jedyny sposób na inflację.

Problem w tym, że ta decyzja została źle zakomunikowana. Wcześniej słyszeliśmy, że stopy nie wzrosną na najbliższym posiedzeniu, a jednak wzrosły. A w polityce pieniężnej nie tylko decyzje są ważne, ale także sposób ich przekazywania. To jest jeden z instrumentów finansowych, który wpływa na decyzje inwestorów.

Ireneusz Jabłoński: Decyzja RPP nie będzie miała większego znaczenia dla polskiej gospodarki. Na pewno nie odczują jej rodzimi przedsiębiorcy. Podwyżka jest też zbyt niska, by miała większy wpływ na rynki finansowe i pozycję złotego. Na tle innych, dużo silniejszych czynników makroekonomicznych, ma znaczenie drugorzędne. W tym świetle poczynania Rady Polityki Pieniężnej są niezrozumiałe i nieuzasadnione. Polska gospodarka jest daleka od przegrzania, więc nie widzę powodu, by ją chłodzić. Moim zdaniem RPP przestraszyła się zagrożenia inflacyjnego, którego dziś w Polsce po prostu nie ma. Obserwowany w naszym kraju wzrost cen nie jest wynikiem pojawienia się w gospodarce dużych ilości wolnego pieniądza. To raczej nic innego jak efekt podwyżki VAT i wyższych cen surowców. Rosnące ceny nie spełniają więc znamion faktycznej inflacji i nie trzeba z nią walczyć za pomocą podwyższania stóp.

Maciej Grelowski: W Polsce nastąpiło niespotykane dotychczas zbliżenie stanowisk i wspólnota interesów między ministrem finansów a prezesem NBP. A decyzja Rady Polityki Pieniężnej bez wątpienia bardziej sprzyja celom rządu niż przedsiębiorcom. Zniechęca do realizowania inwestycji. Obniży efektywność polskiego eksportu, bo taka jest konsekwencja umocnienia waluty. Inflacja wydaje się ważniejsza niż wzrost gospodarczy, bo ten zostanie przyhamowany.

Jako obywatel cieszę się, że RPP podejmuje walkę z inflacją. Jednak jako przedsiębiorca wyrażam ubolewanie. Nie dlatego że decyzja ta doprowadzi do wyhamowania spadku bezrobocia, bo z tym się nie zgadzam. Ale dlatego że zniechęca do inwestowania. A my mamy żenująco niski poziom inwestycji. Po raz kolejny polityka zwyciężyła z ekonomią.

Robert Gwiazdowski: Podwyżka stóp to posunięcie trochę dziwne. Jeśli jest w nim źdźbło racjonalności, to znaczy, że sytuacja wygląda gorzej, niż nam się dotąd wydawało. Prawdopodobnie RPP doszła do wniosku, że planowane na lato zakończenie drugiego etapu tzw. poluzowania ilościowego (tzw. quantitative easing, prowadzony przez amerykański Fed i polegający na pobudzaniu amerykańskiej gospodarki poprzez pompowanie w nią wirtualnych pieniędzy – red.) może doprowadzić do poważnych turbulencji na rynkach finansowych. Skutkiem tego mogą ożywić się inwestorzy, których zaczną parzyć trzymane przez nich dolary i będą próbowali za wszelką cenę wymienić je na inne aktywa. Swoją decyzją rada próbuje zabezpieczyć nas przed negatywnymi skutkami tego, co może wówczas nadejść. Z drugiej strony nie ma co zbytnio ekscytować się deklaracją RPP. Nie są jednak ani Fedem, ani EBC i ruszenie przez nich stóp o 25 punktów bazowych tylko w minimalnym stopniu polepszy sytuację oszczędzających i pogorszy położenie kredytobiorców. Efekt na pewno nie będzie szokujący.