Drugi pod względem sumy bilansowej bank w Polsce nie należy do spółek, które zaskakują rynek wynikami. Od kilku kwartałów oczekiwania analityków pokrywają się z osiąganymi rezultatami. Podobnie było i teraz. Zysk za I kw. 2011 r. w kwocie 648 mln zł był zgodny ze średnią z szacunków biur maklerskich. W stosunku do ostatniego kwartału ubiegłego roku wzrósł o 0,7 proc., zaś w porównaniu do I kw. 2010 roku – o 7,6 proc.

Wprawdzie wczoraj kurs Pekao spadł o 2,2 proc., jednak analitycy tłumaczą to złymi nastrojami na światowych giełdach, a nie negatywną reakcją na dane finansowe spółki.

Wyniki za pierwsze miesiące tego roku są dowodem, że Pekao wreszcie udało się zwiększyć sprzedaż kredytów detalicznych. Ich portfel w stosunku do I kw. 2010 r. o 14,4 proc. Bank odnotował też ogromny, przekraczający 100 proc., wzrost sprzedaży kredytów hipotecznych. W I kw. przed rokiem udzielił takich pożyczek o wartości 712 mln zł, a na początku tego roku – już za 1,49 mld zł. Daje to Pekao 18,2 proc. udziału w nowej sprzedaży, więcej ma tylko PKO BP. Z zapowiedzi prezesa Luigiego Lovaglio wynika, że do końca roku Pekao chce mieć jedną piątą rynku.

– To dobre wyniki, biorąc pod uwagę, że inne duże banki, jak np. PKO BP wyhamowały ze sprzedażą hipotek – mówi Dariusz Górski z Wood & Co. Ten największy polski bank, główny rywal Pekao, udzielił w I kw. tego roku kredytów za 2,2 mld zł, czyli o 0,6 mld zł mniej niż przed rokiem. Generalnie – sprzedaż pożyczek mieszkaniowych spadła z ponad 10 mld zł przed rokiem do nieco ponad 8 mld zł w I kw. tego roku.

– Pekao skorzystał na nowych zaleceniach nadzoru finansowego, które wprowadziły surowsze zasady udzielania kredytów – mówi Szymon Ożóg z Espirito Santo Investment Banku.

Pekao od wielu lat bowiem ostrożnie wyliczał zdolność kredytową i nie dawał pożyczek w walutach. W rezultacie narzucone przez nadzór finansowy zaostrzenie standardów kredytowych na rynku pozwoliło temu bankowi konkurować na równych zasadach z innymi instytucjami.