W piątek za jedną akcję surowcowej spółki z imperium Jana Kulczyka płacono 1,85 zł, choć inwestorzy, którzy zdecydowali się sprzedać akcje, w ciągu dnia mogli zainkasować za nie nawet 1,94 zł, czyli 5 proc. więcej.

KOV szła w górę, bo w minioną środę spółka podała, że kupi złoża w Nigerii. Konsorcjum Neconde, w którym dużą rolę odgrywają spółki należące do najbogatszego Polaka – Kulczyk Investments (KI) i Kulczyk Oil Ventures (KOV), wygrało przetarg i kupiło koncesję należącą poprzednio do Shella.

Co więcej, dzień wcześniej spółkę uwiarygodnił Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju. EBOiR podał, że KUB-Gas, spółka kontrolowana przez KOV, otrzyma 40 mln dol. kredytu. To wystarczyło, żeby KOV kończył tydzień na zielono i ocalał przed głębokimi spadkami podobnych firm w związku z pęknięciem bańki surowcowej. Z tego powodu WIG20 w ciągu tygodnia zjechał o 1,6 proc. do 2867,19 pkt. Najwięcej tracili akcjonariusze KGHM. Kurs akcji miedziowego giganta spadł o 5,8 proc. do 183,90 zł. Nie był to udany tydzień dla blue chipów. Tylko cztery zyskały na wartości: TP SA, Handlowy, Pekao SA i PZU.

Analitycy nie chcą spekulować na temat przyszłości kursu KOV.

Z wcześniejszych rekomendacji DM BZ WBK oraz Erste Bank wynika, że docelowo akcje spółki mogą kosztować od 2 do 2,61 zł. Tyle że, jak uczy doświadczenie, w najbliższym czasie notowania firmy mogą iść zarówno szybko w górę, jak i w dół.