Miejsca na pierwszy majowy weekend były w firmie SOS Kot i Pies zajęte już od dobrego roku. Nie tylko na ten weekend, klienci zarezerwowali w zasadzie już większość tegorocznych wakacji. Wolne terminy mają dopiero od połowy sierpnia. Trudno się dziwić – renoma tej rodzinnej spółki jest już spora, a usługa wyjątkowo elitarna. Tu nie ma miejsca na działalność na masową skalę, która pozwalałaby obsłużyć wszystkich zainteresowanych. Tu trzeba nie tylko osobistego zaangażowania, ale też wielkich uczuć. Kto nie kocha zwierząt, nie ma szans.

Oferta jest szeroka i jedyna w swoim rodzaju, prawdę mówiąc, żadna inna firma nie ma takiej. Miedzy innymi dlatego trudno o precyzyjne słowo określające charakter tej działalności. Na Zachodzie to dog walker albo petsitter. Polskiej nazwy wciąż jeszcze nie stworzono, a jedyna, jaka przychodzi do głowy, to opiekun zwierząt, choć kojarzy się raczej z pracownikami zoo. Ta firma nie ma jednak nic wspólnego z ogrodem zoologicznym. Wręcz przeciwnie, wszelkie prośby o pomoc w opiece nad egzotycznymi zwierzętami są z miejsca odrzucane. – Nie czujemy się kompetentne – mówią wprost siostry Olga Cieślik i Joanna Snopkiewicz, choć kończą właśnie zootechnikę na SGGW, a trakcie studiów zaliczyły dodatkowo technikum weterynaryjne.

Uwolnić pupili z domowego więzienia

Wszystko po to by oferować naprawdę profesjonalną opiekę. Podstawowe zajęcie – wyprowadzanie psów na spacer – brzmi banalnie, ale te spacery banalne z pewnością nie są. Ich długość i intensywność zależy od kondycji psa i jego wymagań, ale najczęściej to bardzo wyczerpująca zabawa, by zwierzę miało okazję dobrze się wybiegać, zwłaszcza jeśli dzień spędza samotnie albo – co się niekiedy zdarza – w garażu, by nie zniszczyło ogrodu, a w domu mebli. Do zwierzaków potrzebujących wyjątkowo dużo ruchu zabierana jest roczna bokserka Olgi, która gwarantuje jeszcze większą zabawę. – Większość psów jest stworzona do pracy: pilnowania, pływania, aportowania, tropienia, ale właściciele bardzo rzadko wykorzystują te cechy i zwierzęta pozostawione sobie całymi dniami nie tylko się nudzą, ale po prostu męczą – dodaje Joanna Snopkiewicz. Starają się więc tak zorganizować spacery, by wykorzystać naturalne predyspozycje podopiecznego. Wszystko niezależnie od pory dnia i roku. W mroźne dni potrzebują specjalnego stroju, na przykład trzech par spodni, by wytrzymać kilka godzin na ostrym mrozie. Latem w strojach kąpielowych wchodzą do wody, by pies, który musi wzmocnić mięśnie i oszczędzić stawy, mógł w specjalnej kamizelce popływać.

Pakiet pozostałych usług jest w zasadzie nieograniczony i zależy przede wszystkim od fantazji właściciela: wizyta u weterynarza (gdy właściciel jest w pracy albo nie ma auta, jest starszy, sam by sobie nie poradził albo nie może patrzeć na kolejne zastrzyki i kroplówki), dowóz do profesjonalnego zakładu fryzjerskiego (największy ruch przed świętami, choć usługa nie najtańsza – dla przykładu: kąpiel, strzyżenie, czesanie nowofunlanda to wydatek rzędu tysiąca złotych i czasochłonna – włącznie z czyszczeniem uszu i paznokci – do ośmiu godzin), podanie leków o określonej porze (właściciel w pracy), przewóz z miasta do miasta (przeprowadzka albo rodzice chorzy, a syn student w stolicy przejmuje opiekę nad pupilem), wyjazd na wycieczkę pod Warszawę, a czasem nawet nad Bałtyk (by ulubieniec pobawił się w słonej wodzie), zajęcia z pływania i rehabilitacja.