Jeśli ktoś startuje w biznesie, to w zasadzie jest skazany na własne oszczędności i pożyczki od rodziny i znajomych. Stosunkowo niewiele banków daje kredyty na początek, a te, które to robią, wymagają bardzo dużych zabezpieczeń. Bankowcy nie ukrywają, że tzw. start-upy to dla nich kredytobiorcy wysokiego ryzyka.

– Nie mamy żadnej pewności, że klient poradzi sobie w biznesie, a pożyczamy przecież pieniądze, które powierzyli nam klienci. Prawo bankowe wymaga od nas rzetelnego wyliczenia zdolności kredytowej, a w tym wypadku jest to bardzo trudne – mówi Loukas Notopoulos, dyrektor departamentu rozwoju produktów i sprzedaży dla małych przedsiębiorstw w Polbanku EFG.

Niektórym łatwiej

Nie należy się temu dziwić, bo statystyki pokazują, że w ciągu pierwszego roku upada nawet połowa nowo założonych firm. Dlatego oprocentowanie kredytów na start dochodzi do 20 proc. i jest czasem dwa razy wyższe niż przy kredytach adresowanych do firm, które działają na rynku od kilku lat. Na lepsze potraktowanie i łatwiejszy dostęp do finansowania mogą więc liczyć tylko przedsiębiorcy, którzy dają większą gwarancję spłaty kredytu i utrzymania się na rynku.

– Mamy specjalną ofertę tylko dla osób, które działają w niektórych wolnych zawodach. To są między innymi lekarze, prawnicy i architekci. Tylko tej grupie proponujemy kredyty na start, ale i wówczas są one zabezpieczone, przede wszystkim hipoteką – mówi Loukas Notopoulos.

Podobna lista zawodów, które mogą liczyć na pieniądze na start w biznesie, jest w FM Banku.

– Mogą pożyczyć u nas nawet 30 tys. zł i są to kredyty niezabezpieczone. Pozostali przedsiębiorcy muszą się wykazać co najmniej 12-miesięczną historią prowadzenia działalności gospodarczej – mówi Henryk Pietraszkiewicz, prezes FM Banku, który specjalizuje się w obsłudze małych firm.

W innej instytucji wyspecjalizowanej w obsłudze małych przedsiębiorstw kredyt na start może być tylko uzupełnieniem środków przeznaczonych na inwestycje.

– W Idea Banku wartość takiego kredytu nie może przekroczyć 30 proc wartości całej inwestycji. Przedsiębiorca musi mieć co najmniej 70 proc. pieniędzy np. na kupno jakiegoś lokalu, a wówczas bank może mu pożyczyć brakujące środki – mówi Jarosław Sadowski z Expandera.