– To efekt wprowadzenia rekomendacji T ograniczającej dostęp do finansowania osobom już zadłużonym lub nieposiadającym wkładu własnego – tłumaczy Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

Równocześnie o 35,8 proc. wzrosła wartość nowo udzielonych kredytów w ramach programu „Rodzina na swoim”. Dziś więcej niż co piąty kredyt uzyskuje dopłaty państwa do odsetek.

Koniunkturę na „Rodzinę na swoim” nakręciło w ubiegłym roku Ministerstwo Infrastruktury, ogłaszając, że szykuje ograniczenia w dostępie do programu: wiek kredytobiorcy nie będzie mógł przekroczyć 35 lat, lokal będzie można nabyć tylko na rynku pierwotnym, ma też spaść cena metra kwadratowego mieszkania. W pierwszej wersji zmiany miały wejść od marca tego roku, według drugiej od lipca. Ale ostateczny termin wciąż nie jest znany, bo projekt utknął w Sejmie.

Ze wstępnych informacji napływających z banków wynika, że w tym roku udział „Rodziny” w nowo udzielanych kredytach nadal rośnie.

Od popytu na to finansowanie będzie zależał rynek hipoteczny w 2011 r. Tym bardziej że nadzór bankowy cały czas utrudnia zadłużanie. W tym roku weszła w życie kolejna rekomendacja – S II. Narzuca ona bankom badanie wiarygodności kredytowej klientów w oparciu o maksymalny okres spłaty 25 lat, a nie rzeczywisty, na jaki są zaciągane, czyli do 35 lat. W dodatku dla zadłużenia w walucie poziom relacji rat wszystkich kredytów nie może przekroczyć 42 proc. dochodów, gdy dla złotowych jest 50 proc.

W efekcie, gdy pójdą w górę stopy procentowe – zgodnie z prognozą ekonomistów mają wzrosnąć jeszcze o 0,75 pkt proc., przez co stopa referencyjna wyniesie 4,5 proc. – podrożeją kredyty w złotych. Do tej pory w takich sytuacjach klienci brali kredyty dewizowe. Teraz będzie im trudniej, bo przez nowe zaostrzenia stać będzie na nie tylko najbogatszych.

– Dlatego prognozujemy, że w tym roku banki udzielą 190 – 220 tys. kredytów hipotecznych o wartości 39 – 45 mld zł wobec 230,4 tys. w 2010 r. na 48,7 mld zł – mówi Jacek Furga, prezes Amronu, firmy badającej rynek mieszkaniowy. A to oznacza, że liczba kredytów spadnie o 7 – 20 proc., a ich wartość o 4 – 17 proc. Rozstrzał dość duży, ale wszystko zależy od tego, kiedy wejdą ograniczenia w „Rodzinie na swoim” i kiedy wzrosną stopy.