Wartość akcji Facebooka, największego globalnego serwisu społecznościowego świata, wynosiła wczoraj 50 mld dol. Jeszcze w sierpniu Facebook wart był 33,7 mld dol.

Ten gigantyczny skok nie był efektem szturmu inwestorów z powodu świetnych wyników finansowych firmy. Facebook nie jest notowany na giełdzie. Jej wartość zapisano na papierze w ramach prywatnego IPO, podczas którego – jak ujawnił dziennik „New York Times” – bank Goldman Sachs oraz rosyjski fundusz inwestycyjny Digital Sky Technologies zainwestowały w akcje społecznościowego giganta. Goldman Sachs obejmie udziały o wartości 450 mln dol., Rosjanie – za 50 mln dol.

Na jakiej podstawie?

Wartość największego serwisu społecznościowego świata przeskoczyła takich gigantów, jak eBay, Yahoo! czy Time Warner. Niektórzy analitycy i przedstawiciele branży zastanawiają się jednak, czy 50 mld dol. to nie za dużo.

– Nie wiadomo, na jakiej podstawie powstała ta wycena. Nie ma tak naprawdę punktu odniesienia – mówi Łukasz Wachełko, analityk Deutsche Banku. Inwestorzy płacą w tym przypadku za potencjalne zyski, które mają pojawić się w przyszłości. – Dziesięć lat temu też płacili za potencjalne zyski, ale nigdy ich nie zobaczyli. Czy historia lubi się powtarzać? Odpowiedź brzmi: lubi. I teraz też może się powtórzyć – dodaje.

Facebook to serwis, w którym swoje profile ma już ponad 500 mln osób, z czego ponad 4 mln z Polski. Jego roczne przychody to, według szacunków, wciąż „tylko” 2 mld dol. Oznacza to, że wycena serwisu to ponad szesnastokrotność jego ubiegłorocznych przychodów.

Jak to się ma do innych spółek z branży? Google wart jest 193,3 mld dol., ale przy przychodach na poziomie 24 mld dol. Daje to więc o połowę mniejszy mnożnik niż w przypadku Facebooka. Ale jak mówią specjaliści, obie spółki nie są porównywalne, bo Google nie jest „społecznościowy”, a w dodatku przegrał w ubiegłym roku walkę z Facebookiem o liczbę wejść na strony.

Przegrzany rynek

Podczas niedawnej konferencji branżowej Web 2.0 Summint w San Francisco Fred Wilson, bloger i inwestor, przestrzegał, że rynek jest „przegrzany”, a „ludzie zaczynają szaleć”. John Doerr, legendarny inwestor, przyznał mu rację. – Gdy chodzi o wyceny, to prawda. Ale rynek jest inny. Projekty są bardziej dojrzałe, pomysły ciekawsze, a rynek większy – mówił.

Ponad dziesięć lat temu inwestorzy płacili krocie za obietnicę przyszłych zysków spółek internetowych, które nie miały przychodów. Dziś też płacą za przyszłość, ale sytuacja nieco się zmieniła. – Facebook to realny biznes, więc inwestorzy przychodzą i mówią: też chcemy mieć kawałek tego interesu – tłumaczy Chris Sacca, były pracownik Google i inwestor serwisu Twitter.