Trwa serial pod tytułem: rząd rozmontowuje OFE. I jak to w serialu: wielu bohaterów, wiele wątków, ciągi wypowiedzi, brak konkluzji. Na pytanie: co dalej z OFE, inaczej odpowiada Jolanta Fedak, inaczej Michał Boni i Jacek Rostowski. Premier Donald Tusk mówi oszczędnie: „Powoli znajdujemy wspólne rozwiązanie”.

Członkowie rządu zgodni są w jednym – zmiany w systemie emerytalnym są konieczne. Ale co do konkretów porozumienia nie ma.

Michał Boni, szef doradców premiera, forsuje projekt pozostawienia składki w dotychczasowej wysokości i jedynie zastąpienie jej części obligacjami emerytalnymi.

Z uwagi na dobro finansów publicznych najlepiej byłoby – twierdzi Boni – aby mniejsza część składki przekazywana była do OFE w gotówce, a większa w postaci obligacji emerytalnych. Po roku czy dwóch latach, gdy finanse publiczne będą w lepszej kondycji, proporcje by się odwróciły – 5 proc. składki przekazywanych byłoby w gotówce, a 2,3 proc. w obligacjach.

Koncepcja takiego rozwiązania jest niemal gotowa i – zdaniem prof. Marka Góry, który nad nią pracuje – można byłoby zacząć ją wdrażać. Wieloletnie obligacje byłyby faktycznie zapisem wierzytelności Skarbu Państwa wobec OFE i nie można byłoby ich sprzedać. Byłyby oprocentowane na poziomie nominalnego PKB (czyli realnego wzrostu produktu krajowego brutto plus inflacja).

Rozważane są modyfikacje tej koncepcji – np. obligacjami można byłoby handlować.

Jacek Rostowski, minister finansów, optuje za zmniejszeniem składki do OFE; dopuszcza obligacje, o ile te zmniejszą dług i deficyt.

– Rozwiązanie Boniego przyniesie ulgę finansom tylko na dwa lata. Potem oznacza konieczność zwiększenia podatków, aby sfinansować takie zmiany – mówi nam anonimowy urzędnik resortu.

Jolanta Fedak, szefowa resortu pracy, popiera Rostowskiego. – Uważam, że należy okresowo obniżyć składkę lub zaprzestać jej przekazywania do OFE, i w tym czasie dobrze się zastanowić, co zrobić z całym systemem – mówi nam minister pracy.

Premier przedwczoraj publicznie powiedział, że ministrowie muszą znaleźć wspólne stanowisko. I zasugerował, że największe szanse na realizację ma propozycja zastąpienia części składki obligacjami.

Ale znakiem zapytania wciąż pozostaje kwestia klasyfikacji długu. Jeżeli Bruksela nie zgodzi się na to, abyśmy mogli odliczać obligacje od deficytu i długu, to po ponadrocznych przepychankach zostanie tylko dużo papierów.