Mimo że od momentu złożenia przez firmy wniosków o unijne dotacje na badania naukowe i inwestycje minęło ponad 11 miesięcy, nadal nie wiadomo, ile z nich dostanie pieniądze.

Przedsiębiorcy mają za sobą długą drogę weryfikacji, odwołań i protestów. Zafundował ją im resort nauki, który na początku roku skierował ich wnioski do ponownej oceny, bo uznał, że firmy za mało chcą wydać na badania naukowe, a za dużo na inwestycje.

Zmiana planów

Ministerstwo podjęło taką decyzję, mimo że eksperci Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości wcześniej pozytywnie ocenili te projekty i przyznali firmom granty.

– Do ponownej oceny skierowaliśmy 76 wniosków, z których 30 zostało odrzuconych – informuje Bartosz Laba, rzecznik resortu nauki. Według niego firmy, których projekty PARP najpierw oceniła pozytywnie, a potem odrzuciła, złożyły odwołania. Urzędnicy przyznali rację siedmiu przedsiębiorcom, których projekty zostały skierowane do ponownej, trzeciej już oceny. Czterech z nich ma szansę w końcu zdobyć ponad 50 mln zł z UE.

– Suplementy do listy rankingowej uwzględniające wyniki oceny ich projektów zostały wysłane do instytucji pośredniczących w dzieleniu funduszy unijnych (resortu nauki oraz gospodarki – red.). Spodziewamy się, że będą zatwierdzone do końca miesiąca – mówi Miłosz Marczuk z PARP.

Dalszy ciąg sporu

Los pozostałych firm, które znalazły się za dotacyjną burtą, nie jest przesądzony. Część z nich nie zgadza się z kontrowersyjnych ich zadaniem sposobem wyrzucenia ich z konkursu i chce dalej walczyć o należne im unijne dotacje. 12 przedsiębiorców już zdecydowało się na złożenie kolejnych odwołań. Jeśli zostaną odrzucone, będą kontynuowali walkę o granty na drodze sądowej. W ten sposób chcą wymóc na urzędnikach przyznanie im dotacji. W ich przypadku gra toczy się o ponad 100 mln zł.

Eksperci negatywnie oceniają tak długo trwający konkurs. Jak podkreśla Joanna Hejft, menedżer w firmie doradczej Deloitte, sytuacja, w której niemal po roku od momentu złożenia wniosku przedsiębiorcy nie wiedzą, jaką mają szansę na unijny grant, negatywnie rzutuje na ich zaufanie do systemu dzielenia unijnych dotacji.

– Przedsiębiorcy są zdezorientowani. Wielu z nich rozpoczęło realizację projektu na własne ryzyko. Część z nich wstrzymała się od uczestnictwa w kolejnym konkursie w oczekiwaniu na rozstrzygnięcie – mówi Joanna Hejft.

To nie pierwszy przypadek, kiedy firmy muszą uzbroić się w cierpliwość, walcząc o unijne wsparcie. Pod tym względem rekordzistą jest Mazowsze, gdzie firmy czekały aż dwa lata na decyzję w sprawie dotacji z UE.

Najpierw procedura administracyjna, potem sąd

Dzięki interwencji rzecznika praw obywatelskich od ponad roku przedsiębiorcy i inne podmioty starające się o unijne dotacje mogą walczyć o pieniądze z UE na drodze sądowej. Jednak zgodnie z prawem najpierw muszą wyczerpać administracyjną procedurę odwoławczą, która jest określona w każdym z programów operacyjnych. Firmy mogą odwoływać się od decyzji urzędów dzielących dotacje unijne do instytucji nadzorujących ich pracę. Po wyczerpaniu się tej ścieżki beneficjenci mogą w ciągu 14 dni wnieść skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Ma on 30 dni na jej rozpatrzenie. Sąd może nakazać urzędnikom ponowne ocenienie odrzuconego projektu. Jego decyzję zarówno urząd, jak i beneficjent mogą zaskarżyć w NSA. Rozpatrzenie sprawy przez ten sąd ostatecznie zamyka procedurę odwoławczą.