Koncern chciałby uruchomić pierwsze stacje z tanim paliwem jeszcze w pierwszej połowie 2011 roku. Sieć byłaby przeciwwagą dla jego stacji kategorii Premium.

Spółka nie chce zdradzać, ile takich obiektów powstanie ani ile pieniędzy przeznaczy na ten projekt. Szczegóły mają być znane w I kwartale przyszłego roku. Wiadomo jednak, że stacje w nowej sieci będą działać zarówno jako obiekty własne, jak i franczyzowe.

Zmiana planów

Grupa Lotos już od kilku lat szuka sposobu na zdobycie klienta z mniej zasobnym portfelem. Najpierw zapowiadała budowę automatycznych stacji Lotos Express; ostatecznie wycofała się z tego projektu.

– Zmieniamy nasze plany, bo dzisiaj na zyski stacji w coraz większym stopniu wpływa sprzedaż innych produktów niż paliwa. Dlatego, choć będziemy rozwijać się w segmencie ekonomicznym, nie zamierzamy rezygnować z przystacyjnych sklepów – mówi Maciej Szozda, wiceprezes Grupy Lotos.

Gdańska spółka nie będzie więc konkurowała z bezobsługowymi stacjami Neste, ale ze znacznie potężniejszym rywalem Orlenem. Koncern z Płocka jako jedyny sprzedaje paliwa zarówno na tzw. stacjach premium, działających pod logo Orlen, jak i ekonomicznych pod marką Bliska.

Grupa Lotos chce, by brand jego nowych stacji był powiązany z marką całej grupy. Nie będzie to jednak jedyna różnica między stacjami Lotosu a Bliską. Jak się dowiedzieliśmy, o tym, czy stacja będzie działać w segmencie ekonomicznym, nie będzie decydować wcale wielkość obiektu, jak często jest w przypadku Bliskiej. Małe stacje, z niewielkim sklepem, ale położone w prestiżowej lokalizacji, będą działać pod logo Lotosu i konkurować o zamożniejszego klienta. Na wszystkich stacjach GL honorowane będą karty paliwowe Lotos Biznes. Gdańska spółka wie, co robi, bo Maciej Szozda kilka lat temu, pracując w Orlenie, tworzył Bliską.

Szukają złóż

Wczoraj Lotos przedstawił też strategię spółki na najbliższe cztery lata. Wynika z niej, że do 2015 r. spółka chce zwiększyć udział w rynku detalicznym do 10 proc. W tym czasie na segment handlu koncern przeznaczy 1 mld zł. To tylko 18 proc. nakładów zaplanowanych w tym okresie. Najwięcej, bo 3,9 mld zł, Lotos chce wydać na poszukiwania i wydobycie ropy i gazu na Bałtyku, w Norwegii oraz na Litwie. W efekcie w 2020 r. spółka ma wydobywać 5 mln ton surowca. Inwestycje w rafinerię i energetykę mają pochłonąć kolejne 0,8 mld zł.