Budowa dwukierunkowych połączeń to jedno z głównych założeń rozporządzenia Komisji Europejskiej. Rewersem do naszego kraju będzie mogło popłynąć nawet 20 mld m sześc. gazu rocznie. To niemal dwa razy więcej, niż zużywamy w ciągu roku, i ponad 20 razy więcej, niż importujemy z Zachodu. Zdaniem ekspertów może to uderzyć w Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo.

Gaz z Niemiec

Nowe unijne przepisy, które mają przeciwdziałać kryzysom gazowym w Europie, pod koniec września przyjął Parlament Europejski. Wszystko wskazuje na to, że teraz zaakceptuje je Rada Europejska. Jeśli tak się stanie, wejdą one w życie na początku przyszłego roku.

Rozporządzenie zakłada, że w celu poprawy bezpieczeństwa dostaw wszystkie nowo budowane gazociągi łączące kraje członkowskie muszą gwarantować przepływ surowca w obu kierunkach. Jednak zgodnie z artykułem 6 projektu rozporządzenia również istniejące interkonektory będą musiały mieć techniczną możliwość tłoczenia gazu w przeciwną stronę. Na budowę tzw. rewersu kraje mają trzy lata. – To oznacza, że do 2014 roku także w gazociągu jamalskim, który paliwo z Rosji przesyła do Europy Zachodniej tranzytem przez Polskę, będzie musiała się pojawić techniczna możliwość dostaw w przeciwnym kierunku – tłumaczy nasz rozmówca. Przepustowość rewersu nie jest jeszcze określona. Zgodnie z unijnym rozporządzeniem kraje członkowskie mają 15 miesięcy na zgłoszenie propozycji w tej sprawie.

Znikną bariery

Na takie połączenie czekają gazowi potentaci z Niemiec i Francji. Mogliby oni dostarczać do Polski rosyjski gaz kupowany od Gazpromu rurociągiem jamalskim lub Nord Streamem.

– E.ON, RWE, Wintershall, VNG, czy GDF od dawna czekają na możliwość ekspansji na nasz rynek – przyznaje Andrzej Szczęśniak, niezależny analityk rynku.

Dotychczasowe próby opanowania polskiego rynku nie powiodły się. Monopolu PGNiG bronił bowiem brak transgranicznych połączeń gazowych.

– W 2006 roku Niemcy proponowali Polsce budowę takiego rewersu, ale nasi decydenci byli przeciwni. Obawiali się, że od Niemców będziemy kupować gaz rosyjski – przypomina Maciej Kaliski, dyrektor departamentu ropy i gazu w Ministerstwie Gospodarki.

Inną barierą dla zagranicznej konkurencji są przepisy nakazujące dostawcom utrzymywanie na terenie naszego kraju określonych ilości gazu. Ponieważ w Polsce brakuje magazynów tego typu, a te, które są, należą do PGNiG, koncerny musiałyby budować własne. A to jest nieopłacalne.

Sytuacja jednak może się zmienić. W resorcie gospodarki trwają prace nad zmianą przepisów, które umożliwią koncernom gromadzenie zapasów za granicą.

Andrzej Szczęśniak ostrzega, że szybkie pojawienie się konkurencji na rodzimym rynku to poważne zagrożenie dla krajowego monopolisty. – Niekontrolowana demonopolizacja zazwyczaj źle się kończy. PGNiG nie jest przygotowane na tak gwałtowne zmiany – tłumaczy.

Zgodnie z unijnym rozporządzeniem SoS kraj członkowski ma co prawda możliwość złożenia wniosku o zwolnienie z obowiązku umożliwiania przepływu wstecznego gazu, jednak Polska z tego rozwiązania raczej nie skorzysta. Rewers był bowiem jednym z głównych postulatów Polski w trakcie tworzenia projektu rozporządzenia.

Nowy kontrakt jamalski dopiero w listopadzie

Nie ma szans, by w tym miesiącu podpisano polsko-rosyjską umowę gazową. Jednak rosyjski minister energetyki Siergiej Szmatko zapowiedział, że kontrakt powinien zostać zawarty w ciągu najbliższych 10 dni. Dziś prawdopodobnie jego projekt ostatecznie zatwierdzi polski rząd.

17 października w Moskwie uzgodniono projekt międzyrządowego porozumienia między Polską a Rosją w sprawie zwiększenia dostaw gazu do Polski o niemal 2 mld m sześc. rocznie. Zapowiedziano wówczas, że zostanie ono sfinalizowane, gdy umowę operatorską w sprawie zarządzania gazociągiem jamalskim uzgodnią Gaz-System i EuRoPol Gaz (właściciel polskiego odcinka magistrali). Według Małgorzaty Polkowskiej z Gaz-Systemu umowa ta ma zostać zatwierdzona w tym tygodniu. Potem musi zaakceptować ją jeszcze KE.

Do tej pory operatorem gazociągu jamalskiego był należący głównie do PGNiG i Gazpromu EuRoPol Gaz. UE wymaga, by operatorzy gazociągów transportowych byli niezależni i zapewniali dostęp stron trzecich do usług przesyłu. Dlatego też to KE musi stwierdzić, czy warunki umowy między Gaz-Systemem a EuRoPol Gazem spełniają wymogi prawa wspólnotowego. Bruksela nie wie, kiedy to nastąpi. – Nie dostaliśmy jeszcze oczekiwanego projektu umowy operatorskiej – powiedziała wczoraj Marlene Holzner, rzeczniczka ds. energii.