Poważna spółka z branży IT ogłasza wyniki finansowe. Kryzys mocno odbił się na przychodach i akcje lecą w dół, a wewnątrz zatrudniającej ponad 2 tys. pracowników firmy wybucha panika. Spece od komunikacji wewnętrznej zaczynają pracować nad planem zażegnania kryzysu. I dzień później każdy pracownik mógł obejrzeć na swoim komputerze film, na którym prezes osobiście wykłada strategię wyjścia z finansowego dołka i uspokaja podwładnych.

W Polsce jest już ponad 50 dużych firm, które korzystają z technologii wideo, np. w Zakładach Produkcji Znaków Drogowych WIMED podczas wideokonferencji ustala się z austriackim partnerem szczegóły techniczne projektów. Tak jest taniej.

Firmy inwestują we własny sprzęt albo wynajmują podwykonawców, by nagrywać filmy szkoleniowe, reklamówki czy relacje z giełdowego debiutu.

Duże spółki, zwłaszcza banki i domy maklerskie, inwestują nawet we własne studia telewizyjne, co pozwala bankowym ekspertom brylować w TVN CNBC. – Nasi eksperci nie muszą tracić czasu na stanie w korkach, by dać 10-minutowy komentarz. Wystarczy, że zjadą windą do studia – mówi Piotr Rutkowski z BRE Banku. Koszt takiego profesjonalnego studia jest jednak wysoki, dochodzi do 100 tys. zł.

Rok temu polskie przepisy umożliwiły głosowanie akcjonariuszy przez internet podczas transmitowanych w sieci WZA. Wideorelacje i zdalne głosowanie miały rozwiązać problem absencji akcjonariuszy – w polskich spółkach nie stawia się na walnym ponad połowa akcjonariuszy. Ale tylko nieliczne spółki wdrożyły takie systemy. Internetowym głosowaniem pochwalił się jedynie zarząd Netii.

Spółki nie mają zaufania do niezawodności głosowań. Przywołują kazus WZA przeprowadzonego przez Vivendi Universal w 2002 r., kiedy hakerzy pokonali zabezpieczenia i zmienili wyniki głosowań. I świeżą historię z wideokonferencją prezydenta Bronisława Komorowskiego z samorządowcami. Zabezpieczenia relacji online złamali dziennikarze.

bs