Możliwość obsługi bieżących rachunków budżetu państwa, emitowanie listów zastawnych oraz umożliwienie zdobycia ratingu krajowego – to główne z założeń noweli ustawy o Banku Gospodarstwa Krajowego zaproponowanej przez Platformę Obywatelską.

Projekt właśnie ukazał się w druku sejmowym, niedługo mają ruszyć nad nim prace.

Nie są to jedyne plany wobec państwowego banku. Resort finansów chce przekazać w depozyt BGK prawie 45 mld zł wolnych środków, jakie na rachunkach mają podległe mu fundusze i instytucje, np. Lasy Państwowe. Czy BGK poradziłby sobie z takimi zadaniami? Wątpliwości ma Narodowy Bank Polski, który budżetowych rachunków wcale nie chciałby oddać.

Potrzebny rating

– Najważniejszym elementem nowelizacji jest doprecyzowanie przepisów dotyczących likwidacji banku, tak by BGK mógł dostać oceny agencji ratingowych – mówi Sławomir Neumann, autor noweli przepisów. Podkreśla, że ma to kluczowe znaczenie, gdyby bank miał emitować własne obligacje, np. w celu podniesienia kapitału. Teraz jego emisje są zabezpieczane przez Skarb Państwa. – Brak ratingu blokuje konkurencyjność i podnoszenie kapitałów własnych przez emisje – mówi Neumann. BGK będzie mógł też pozyskiwać na powiększenie kapitałów pożyczki z budżetu państwa, a także finansowanie z instytucji takich jak Europejski Bank Inwestycyjny.

Najwięcej emocji budzi likwidacja dotychczasowego przepisu, że BGK nie może obsługiwać centralnego rachunku bieżącego budżetu państwa, rachunków państwowych jednostek budżetowych oraz organów podatkowych do czasu przyjęcia w Polsce euro.

NBP zgłasza uwagi

Cześć polityków i ekspertów twierdzi, że bank może sobie nie poradzić z nowymi obciążeniami. – Bez inwestycji informatycznych, które pochłoną koszty i czas, tak duże poszerzenie kompetencji BGK nie jest możliwe – mówi jeden z ekspertów banku centralnego. NBP w opinii dla Sejmu napisał, że na systemy informatyczne wydał w ostatnich latach ponad 230 mln zł. I z obsługą rachunków radzi sobie świetnie.

Bank centralny zwraca też uwagę, że w razie odebrania mu zadań spadną zyski, a te zasilają budżet. Punktuje też, że emitując listy zastawne, Bank Gospodarstwa Krajowego pozyskałby kompetencje zastrzeżone dla banków hipotecznych, ale nie miałby tych samych co one obowiązków.

Minister finansów pewnie chciałby mieć pieniądze we własnym banku, a nie w NBP. Na dodatek ustawa przewiduje, że mógłby czerpać z BGK pieniądze, gdy fundusze własne będą znacznie przekraczać poziom niezbędny do przestrzegania norm nadzorczych. Rada nadzorcza będzie mogła wtedy zdecydować o obniżeniu funduszu statutowego przez wpłatę pieniędzy do budżetu państwa i nieodpłatne przekazanie mu skarbowych papierów wartościowych. Bank mógłby też w razie nadwyżek zwrócić obligacje lub inne instrumenty finansowe, które wcześniej otrzymał w celu dokapitalizowania.