Wczoraj napisaliśmy o wielkiej operacji jaka czeka handel i usługi na przełomie roku. Napięcie jest duże, bo setki tysięcy urządzeń fiskalnych trzeba będzie w bardzo krótkim czasie ustawić według nowych stawek.

Sieć sklepów spożywczych Piotr i Paweł nie chce zostawiać zmian na ostatnią chwilę. – To zbyt skomplikowane i czasochłonne, by można było to zrobić w ciągu jednego dnia. Dlatego już teraz rozpoczynamy klasyfikację produktów w naszej bazie centralnej. Przeprowadzimy też zmiany w systemach IT – wyjaśnia Błażej Patryn z sieci Piotr i Paweł.

Firma na tzw. godzinę zero, czyli noc sylwestrową, kiedy trzeba będzie dokonać przeprogramowania kas, chce zostawić tylko akceptację aktualizacji w urządzeniach fiskalnych działających w sklepach.

Podobne plany mają inne sieci, w których zmiany muszą być dokonane w kilku tysiącach placówek.

– Namawiamy producentów, by przygotowali dla nas aplikację, dzięki której wprowadzanie nowych stawek w kasach czy drukarkach odbędzie się automatycznie. To pozwoli nam wcześniej zaprogramować konieczne zmiany – mówi Maciej Kląskała, dyrektor ds. informatyki w Żabka Polska.

Czy jest to możliwe? Damian Szewczyk z firmy Elzab twierdzi, że tak. Przy dużej liczbie towarów najprościej będzie wczytać bazę z kasy do komputera, dokonać edycji i 1 stycznia 2011 r., po wypełnieniu wszystkich niezbędnych raportów za 2010 r., wgrać nową bazę przed rozpoczęciem sprzedaży.

Programiści przyznają, że szykują się na oblężenie. – Wielu klientów chce zamówić u nas usługę zmiany stawki VAT. Opiekujemy się kilkoma tysiącami urządzeń fiskalnych, czeka nas więc dużo pracy – tłumaczy Patrycja Targosz ze spółki Jantar.

Sieci przyznają, że muszą wcześniej rozpocząć pracę, bo serwisantów na rynku jest zbyt mało, by w ciągu jednej nocy przeprowadzili zmiany u wszystkich użytkowników. Obawiają się też, że serwisy narzucą wygórowane ceny za usługę. Obecnie branża szacuje koszty operacji na przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych w przypadku jednej sieci. W sumie daje to kilka milionów tylko w sklepach spożywczych.

To sporo, biorąc pod uwagę sytuację na rynku. Lipiec był już piątym miesiącem w roku, w którym sprzedaż detaliczna w punktach oferujących żywność i napoje spadła. Wiele małych sklepów działa na granicy rentowności. Dodatkowe wydatki mogą je pogrążyć.