Ożywionej ostatnio debacie prywatyzacyjnej towarzyszy potężne zamieszanie. Nie chodzi o konkretne posunięcia, pieniądze czy strategie. Chodzi o coś, co można nazwać filozofią prywatyzacji. Samej idei prywatyzowania należy przyklasnąć – nawet jeśli przyspieszenie tego procesu podyktowane jest zwiększonymi potrzebami budżetowymi. Jednak podczas tej pogoni za pieniądzem ze sprzedanych firm warto się przez chwilę zastanowić nad tym, jaka prywatyzacja byłaby najbardziej korzystna.

Weźmy pod uwagę sektor energetyczny, w którym do sprzedaży są dwie wielkie spółki: gdańska Enea i poznańska Energa. Z mniej lub bardziej oficjalnych informacji wiemy już, kto się o te spółki stara. Chętni to polskie firmy państwowe i polskie przedsiębiorstwa prywatne oraz zagraniczne firmy z udziałem państwowym i zagraniczne firmy prywatne. Powstaje pytanie: kto właściwie ma kupić te przedsiębiorstwa i kto na koniec dnia okaże się ich właścicielem.

Kryzys ekonomiczny przewartościował pewne pojęcia. Pojęcie kapitału państwowego lub – jak się teraz częściej mówi – publicznego, już nie jest dyskwalifikowane. Ma to związek z licznymi interwencjami rządów na świecie, z ratowaniem firm przez restrukturyzację. Okazało się, że państwo ma w tym procesie do spełnienia istotną, wręcz kluczową rolę. W wielu przypadkach po jej spełnieniu wycofuje się jednak z firm i sprzedaje swoje udziały. W Polsce zaś pytanie o to, kim powinien być podmiot kupujący, wciąż pozostaje bez odpowiedzi. Wydawałoby się, że najczystsze są te kategorie prywatyzacji, w których przedsiębiorstwo sprzedaje się firmie z kapitałem prywatnym.

Ale nie koniec pytań. Kolejne, wciąż w Polsce aktualne, brzmi: jakie kategorie spółek nigdy nie powinny zostać sprywatyzowane. Wiemy, że rząd nad taką listą pracuje. Jednak wciąż bez efektów. A to spory problem. Można sobie wyobrazić, że na przykład operatorzy rozmaitych systemów przesyłowych, strategicznych z punktu widzenia państwa, jak chociażby system gazociągów, zawsze pozostaną państwowi. Jednak Skarb Państwa ma też zakusy na to, by kontrolować banki, ubezpieczycieli czy właśnie producentów energii. Tu znowu mamy problem. Czy polska firma państwowa, która przejmie inną państwową firmę w ramach prywatyzacji, stworzy dobre warunki do jej rozwoju? Myślę tu przede wszystkim o rozwoju międzynarodowym. Czy inne kraje będą chętne, żeby wpuszczać do siebie polski kapitał państwowy? To wiąże się z podobną kwestią: czy my powinniśmy być chętni do wpuszczania do siebie kapitału państwowego z innych krajów.

Co powinno decydować, co jest sprawą naczelną dla tych prywatyzowanych na najróżniejszych zasadach firm? Przede wszystkim cena, atrakcyjna dla Skarbu Państwa. Kiedy jednak w prywatyzacji biorą udział polskie firmy państwowe czy też pozostające pod kontrolą Skarbu Państwa, rodzi się niebezpieczeństwo, że decyzja o cenie nie będzie wyłącznie ekonomiczną, lecz inspirowaną politycznie.

Trzeba zadać też inne pytania. Czy podmiot starający się o kupno jakiejś państwowej spółki jest w stanie zapewnić jej rozwój w sensie strategii biznesowej i rozwój czysto kapitałowy? Majątku państwowego można się pozbyć stosunkowo łatwo i pewnie za przyzwoitą cenę. Tym bardziej że przedsiębiorstwa przeznaczone do prywatyzacji są atrakcyjne. Jednak co z tymi firmami będzie się działo dalej? Czy inwestor jest w stanie zapewnić im rozwój, czy jest w stanie spowodować, że nasze firmy nie staną się oddziałami firm zagranicznych, tylko pozostaną samodzielnymi podmiotami, zdolnymi do własnej ekspansji zagranicznej?

Jest jeszcze jedna istotna kwestia dotycząca zwłaszcza sektora energetycznego. Chodzi o konsumenta i o to, by na rynku działała konkurencja, która już dziś kuleje w obszarze dostaw energii. W dodatku po szykujących się właśnie ruchach prywatyzacyjnych widać, że może być jeszcze gorzej. Budowa wielkich, choćby narodowych koncernów energetycznych może tę konkurencję zredukować.

Wszystkie te pytania są ważne przy szykowanych właśnie olbrzymich prywatyzacjach. Bardzo istotne jest, że państwo w końcu po długich latach nadało tempo temu procesowi. Ważne są też pieniądze, które z tego uzyska. To jednak nie wszystko, co należy brać pod uwagę.