Główny cel zmiany to harmonizacja z rynkami kapitałowymi większymi od polskiego. Warszawski parkiet ma być tak samo dostępny dla inwestorów jak Euronext, giełda w Oslo lub Madrycie. – Punktem odniesienia są dla nas największe giełdy w Europie, a nie w naszym regionie – mówi Ludwik Sobolewski, prezes GPW. Dodaje, że chodzi o dostosowanie się i przyciągnięcie inwestorów, którzy mają środki na inwestycje i dołączą do handlu na GPW. Inny argument to potrzeba lepszej synchronizacji z rynkiem amerykańskim.

Sporna godzina

Zarząd giełdy decyduje się na ten ruch mimo sprzeciwu rynku. Z ostatnich badań Związku Maklerów i Doradców, który zapytał brokerów, TFI i OFE, wynika, że większość z tych instytucji takiej zmiany nie chce. Obawiają się m.in. wzrostu kosztów. Nie spodziewają się też, że dłuższe godziny handlu przyczynią się do znaczącego wzrostu obrotów.

Prezes giełdy prognoz wzrostu obrotów nie podaje.

– Tego nie można przewidzieć, ale to nie znaczy, że tak się nie stanie – mówi.

Kiedy więcej blue chipów

Prezes GPW podtrzymuje plan rozszerzenia indeksu największych i najbardziej płynnych spółek. WIG20 ma zostać zastąpiony przez WIG30. Prezes chciałby zrobić to w przyszłym roku, ale nie przesądza, że rzeczywiście tak się stanie. To zależy od spełnienia podstawowego warunku – obroty akcjami spółek z głównego indeksu powinny się rozkładać w miarę równomiernie na poszczególne papiery.

– Gdybyśmy teraz mieli stworzyć WIG30, jeszcze nie spełniamy tego warunku. Jedno z naszych założeń jest takie, aby połowa spółek z WIG30 nie generowała więcej niż 60 – 70 proc. obrotów generowanych przez wszystkie spółki z indeksu. Dzisiaj ta hipotetyczna piętnastka, bo mamy już odpowiednie symulacje, generuje 80 – 85 proc. obrotu rozszerzonego indeksu. Być może w ciągu roku 2011 r. dojdziemy do tego poziomu – mówi prezes GPW.