Warszawska giełda w najbliższych dniach wybierze partnera strategicznego, który dostarczy nowy system transakcyjny i w przyszłości będzie mógł kupić 30-proc. pakiet jej akcji.

Negocjacje dotyczące kupna systemu transakcyjnego, który zastąpi wysłużony Warset, jak i szerszej współpracy w przyciąganiu spółek na nasz parkiet GPW prowadzi z trzema potentatami – londyńską LSE i nowojorskimi NYSE Euronext i Nasdaq OMX, które odpowiedziały na zaproszenie i złożyły oferty.

– W najbliższych dniach giełda wybierze partnera. Po spełnieniu kilku warunków, m.in. wzmocnieniu pozycji naszej giełdy w Europie Środkowo- -Wschodniej, pomocy w przyciągnięciu zagranicznych spółek, partner strategiczny mógłby się stać inwestorem branżowym i kupić resztę akcji – powiedział „DGP” minister skarbu Aleksander Grad.

Jego zdaniem mogłoby do tego dojść w ciągu kilku lat.

Informacja o partnerze strategicznym musi się znaleźć w prospekcie emisyjnym GPW. Pierwsze notowanie minister przewiduje w pierwszej połowie listopada. Wtedy 63 proc. akcji trafi w ręce inwestorów instytucjonalnych i indywidualnych.

Jesienią ubiegłego roku koncepcja prywatyzacji była inna. Ministerstwo Skarbu chciało sprzedać pakiet kontrolny inwestorowi strategicznemu, ale ostateczną ofertę przysłał tylko Frankfurt. Została ona odrzucona jako niezbyt szczodra, ale przede wszystkim uznano, że nie daje gwarancji budowy w Warszawie dużego centrum finansowego. Ministerstwo Skarbu postawiło na sprzedaż akcji GPW w ofercie publicznej.

W tej sytuacji zapowiedzi resortu, że może się jednak pojawić inwestor branżowy, nie wszystkim przypadły do gustu. Inwestorzy instytucjonalni, biura maklerskie czy analitycy nie są zachwyceni pomysłem wpuszczenia do akcjonariatu zagranicznego gracza.

Zdaniem Jarosława Dominiaka, prezesa Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, lepiej byłoby, gdyby giełda pozostała niezależna. Od 20 lat rozwija się świetnie i nie ma wielkich potrzeb kapitałowych. – Jeśli Ministerstwo Skarbu Państwa rozważa wprowadzenie w przyszłości inwestora branżowego, powinno przedstawić nam analizę korzyści – mówi Jarosław Dominiak.

Także Leszek Pawłowicz, przewodniczący rady giełdy, uważa, że na tym etapie rozwoju giełdy nie ma co myśleć o inwestorze branżowym.

– Domyślam się, że chodzi o pozyskanie do budżetu większych pieniędzy niż w przypadku sprzedaży akcji np. funduszom. Jednak byłby to błąd. Nie wierzę, by inwestor branżowy chciał rozwoju warszawskiej giełdy i ściągał tutaj spółki z zagranicy. Będzie raczej wolał notować nasze u siebie – mówi Kuczyński.

Jego zdaniem przy rozdrobnionym akcjonariacie zagraniczny potentat będzie miał na GPW za dużo do powiedzenia. Może dojść do podobnej sytuacji jak w Pradze czy Budapeszcie. Te giełdy zostały zmarginalizowane przez właściciela z Wiednia.