Większość ekspertów spodziewała się, że wskaźnik wzrostu cen spadnie do 2 – 2,1 proc. z 2,2 proc. w maju. Szacowało tak nawet Ministerstwo Finansów. Zdaniem resortu inflacja miała spaść, bo ceny żywności nie powinny się były zmienić. Ale jednak się zmieniły.

W czerwcu żywność podrożała o 0,5 proc. w skali miesiąca. Najbardziej właśnie owoce – prawie o 5 proc. Tymczasem w poprzednich latach owoce w czerwcu na ogół taniały.

Ten rok był jednak wyjątkowy. Po pierwsze zbiory zalała powódź. Po drugie fatalna pogoda w czerwcu też im nie sprzyjała. A po trzecie osłabienie złotego spowodowało wzrost cen owoców i żywności z importu.

Wyniki z czerwca skłaniają ekonomistów do rewidowania własnych prognoz kształtowania się inflacji w tym roku. – Ceny żywności to obecnie kluczowy, oprócz kursu złotego, czynnik ryzyka dla prognozy inflacji na kolejne miesiące – uważa Maja Goettig, główna ekonomistka Banku BPH. I dodaje, że nawet jeśli wskaźnik wzrostu cen będzie jeszcze spadał przez kolejne miesiące, to jednak pod koniec roku może wzrosnąć ponad 2,5 proc.

Podobnie uważa Dariusz Winek, ekonomista BGŻ. Jak mówi, w grudniu możemy zobaczyć inflację na poziomie 2,6 – 2,7 proc. – To, jak bardzo inflacja wzrośnie do końca roku, zależeć będzie m.in. od kursu złotego. Liczymy na to, że znów powinien on spaść poniżej poziomu 4 zł za euro, co mogłoby hamować tempo wzrostu cen – mówi analityk.

Jeśli rzeczywiście inflacja zacznie rosnąć, może to być poważnym argumentem dla zwolenników podwyżek stóp procentowych. Na razie utrzymuje się ona poniżej celu inflacyjnego NBP – czyli 2,5 proc. – ale jej przyspieszenie pod koniec roku może skłaniać RPP do zacieśniania polityki pieniężnej. Jeśli wzrost cen będzie szedł w parze z poprawą sytuacji na rynku pracy, podwyżek stóp nie unikniemy. – Najbardziej prawdopodobne jest to, że nastąpi to w I kwartale przyszłego roku – mówi Dariusz Winek.

Piotr Bujak z BZ WBK zwraca jednak uwagę, że po wyłączeniu cen żywności indeks cen, czyli tzw. inflacja bazowa, mocno spadł. A to oznacza, że w gospodarce nie ma presji popytowej. RPP nie ma więc powodów, by przyspieszać proces podwyżek stóp.

Gdyby doszło do nasilenia presji płacowej, RPP musiałaby brać ją pod uwagę, bo wyższy popyt generowany przez wynagrodzenia mógłby wtórnie nakręcać spiralę wzrostu cen.

– Inflacja nadal jest poniżej celu NBP. Pracownicy nie mają mocnych argumentów, by żądać podwyżek, bo o pracę nie jest łatwo. Efektu drugiej rundy zatem raczej nie będzie – mówi ekonomista BZ WBK.

2,3 proc. –tyle wyniosła inflacja w czerwcu 2010 r.

4,7 proc. – o tyle zdrożały owoce w maju