Dobra sytuacja gospodarcza naszego kraju spowodowała, że dilerzy samochodowi nie musieli obniżać cen samochodów aby znaleźć nabywców. Tymczasem w większości państw Unii Europejskiej – jak wyliczyła Bruksela – ceny poszły w dół.

Rekordzistami są kraje nowej Unii. W Słowenii, na Litwie i Słowacji ceny spadły o ponad 11 proc. Do 7 – 9-proc. przecen doszło też w Rumunii, Czechach, na Malcie czy w Bułgarii. Właśnie w tych krajach dilerzy odczuli najbardziej skutki recesji, a obniżki były dla nich jedynym ratunkiem na powstrzymanie gigantycznych spadków sprzedaży nowych aut.

Na koszt państwa

O wiele bardziej stabilne były ceny na największych europejskich rynkach motoryzacyjnych. W Niemczech ceny spadły zaledwie o 0,2 proc., a we Francji czy Włoszech odnotowano niewielkie, nieprzekraczające 1 proc. podwyżki. Za tę stabilizację zapłaciły rządy, które wspierały sprzedaż nowych, ekologicznych aut bonusami. Na drugim końcu znalazła się Wielka Brytania, gdzie ceny wzrosły aż o 11,2 proc. Jednak warto zaznaczyć, że w tym kraju od stycznia 2010 r. kierowcy płacą pełną stawkę VAT.

W Polsce ceny w salonach wzrosły w porównaniu z 2009 r. o 2,2 proc.

– Jesteśmy rynkiem w miarę stabilnym, który – oczywiście z zachowaniem wszystkich proporcji – przypomina raczej Niemcy niż Rumunię – mówi Andrzej Halarewicz, szef JATO Dynamics w Polsce.

Największe przeceny na polskim rynku zrobił Volkswagen. Kulczyk Tradex, importer Volkswagena w naszym kraju, sprzedaje auta niemal tak tanio jak w Wielkiej Brytanii, najtańszym w Europie miejscu do zakupów samochodów. Cena VW Polo spadła np. w ciągu roku o 7,8 proc. – do 10,3 tys. euro, Golfa o 7,4 proc. – do 13,9 tys. euro, a Passata o 8,8 proc. – do 18,1 tys. euro. Na przeciwnym biegunie jest Peugeot, który podwyższył cenę na model 107 o rekordowe 35,3 proc. Jak podaje Komisja Europejska, na początku 2010 r. model ten kosztował u nas 9,5 tys. euro. O 17,9 proc. – do 13,1 tys. euro – wzrosła cena modelu 207, a model 308 podrożał o 19,7 proc. – do 19,7 tys. euro.

Drożały też citroeny, fiaty i ople. Przykładowo Opel Corsa podrożał o 10 proc. (ok. 13,6 tys. euro), wzrosła nawet cena Fiata Pandy. Porównywaną przez komisję wersję z silnikiem 1,2 l wyceniono w naszym kraju na 9,4 tys. euro – o 8,4 proc. wyżej niż rok temu.

Niejednoznacznie zachowywała się na naszym rynku Skoda. Mocno obniżyła ceny na Octavię i Superb (o 11,5 proc. i 9,3 proc.), ale aż o 17,6 proc. – do 9,1 tys. euro – wzrosły ceny Fabii.

Ceny samochodów obniżały natomiast Mazda, Renault i Toyota. W stosunku do zeszłego roku o 11,6 proc. potaniała np. Toyota Avensis. Równie mocno – o 12,2 proc. – cenę obniżył Renault na konkurencyjną dla Avensis Lagunę. Obydwa auta kosztują u nas około 20,5 tys. euro.

Toyota obniżyła też ceny na model Auris, Renault na Clio, a Mazda na modele 2,3 i 5. O 8,9 proc. potaniały także fordy fiesty.

Teraz ceny w górę

Według ekspertów trzeba się liczyć z dalszymi podwyżkami w Polsce. W pierwszym półroczu koncerny motoryzacyjne co prawda zaoferowały duże promocje, ale zrobiły to tylko po, żeby po wygaszeniu rządowych premii klienci nie przeżyli szoku. – Większość rynków odrabia straty. Nie spodziewałbym się utrzymania trendu spadkowego – mówi Andrzej Halarewicz.

Inaczej patrzy na to Komisja Europejska. Jej analitycy zwracają uwagę przede wszystkim na realny spadek cen aut. Bo wprawdzie auta podrożały, ale – poza trzema krajami – w tempie mniejszym od inflacji. Realnie, jak wynika z szacunków Brukseli, na terenie UE samochody są o 0,6 proc. tańsze.

Joaquín Almunia, wiceprzewodniczący komisji odpowiedzialny za politykę konkurencji, liczy, że taka sytuacja będzie się utrzymywać. Almunię niepokoi tylko rynek napraw i części zamiennych. W tym segmencie mimo recesji ceny stale rosną. W zeszłym roku średnie ceny napraw i przeglądów oraz części zapasowych wzrosły w ujęciu realnym o 0,7 proc. Sytuację na rynku może poprawić wprowadzenie od czerwca nowych przepisów, które wymuszają na koncernach honorowanie nawet napraw gwarancyjnych w niezależnych od nich i tańszych warsztatach.