Mennica nową ofertę może zaprezentować jeszcze w tym roku. Firma już rozpoczęła przygotowania.

– Poznajemy mechanizmy, które nim sterują, wyzwaniem będzie także zbudowanie oferty dla odbiorcy finalnego. Jeden z naszych pracowników przeszedł już gruntowne przeszkolenie w zakresie oceny i wyceny diamentów – mówi Mariusz Przybylski z Mennicy. To kolejny rynek, który firma chce podbić, jako że planuje także wejście na rynek srebra.

Firma ma jednak świadomość, że interesując się diamentami, podnosi sobie wysoko poprzeczkę. Jej przedstawiciele przyznają, że rynek diamentów inwestycyjnych w Polsce dopiero startuje. Mówią też o tym eksperci, którzy zajmują się dystrybucją tych kamieni m.in. na potrzeby jubilerów. Tymczasem ani sprzedawca, ani inwestor bez doświadczenia nie poradzą sobie na nim. Choćby dlatego, że ustalenie wartości inwestycji wymaga wyspecjalizowanej wiedzy. Nie sposób podać jakiejś uniwersalnej ceny diamentów. Ustalana jest ona na podstawie wielu kryteriów, każdy kamień ma swoją wartość, która zależy m.in. od jego wielkości, szlifu, koloru i przejrzystości.

Taki kształt rynku diamentów ma swoje wady, ale też jedną dużą zaletę: jest stosunkowo stabilny, zwłaszcza w długim terminie. To dlatego również w Polsce coraz więcej inwestorów zaczyna się nim interesować.

– Ludzie wybierają kamienie na inwestycje, ponieważ systematycznie w długim czasie zyskują one na wartości. Kilkunastoletnia inwestycja w diament jest stabilniejsza niż kupno złota – mówi Tomasz Urbaniak z firmy Gemur. I dodaje, że zainteresowanie diamentami rośnie, gdy rynki innych aktywów się destabilizują.

– W tym roku sprzedaliśmy więcej diamentów na inwestycje niż w 2009 roku. O ile w sprzedaży hurtowej nie ma większych zmian, o tyle sprzedaż dla klientów indywidualnych wzrosła o 30 – 40 proc. – mówi Tomasz Urbaniak.

Ile trzeba mieć, aby zacząć inwestować w diamenty? Jego zdaniem około 50 tys. zł. – To jest kwota, przy której można mówić o jakichś minimalnych szansach na zysk – mówi Tomasz Urbaniak. I dodaje, że o rozwoju rynku diamentów będą decydowali inwestorzy, którzy są w stanie kupić kilka kamienie średniej jakości za 10 – 15 tys. zł.

– To nie jest tak, że im droższy kamień, tym większy może przynieść zysk. Wcale nie jest łatwo sprzedać kamień o najwyższej jakości ze względu na jego bardzo wysoką cenę. Z kolei najgorsze kamienie też mogą być trudno sprzedawalne ze względu na złą jakość – mówi.

Najbardziej płynna jest gotówka, potem złoto, za nim nieruchomości

Eksperci różnią się jednak w ocenach, jak powinna wyglądać skuteczna inwestycja w diamenty. Waldemar Śliwiński z firmy Brylanty Inwestycyjne uważa, że zaangażowanie 50 tys. zł to może być zbyt mało.

– Trzeba się liczyć z wydatkiem nawet do 1 mln zł. Pytanie, czy Mennica znajdzie takich inwestorów – mówi Waldemar Śliwiński. I dodaje, że jeśli kupować na długi termin, to tylko kamienie najlepsze. Bo diamenty z natury nie należą do inwestycji płynnych.

– Najbardziej płynna jest gotówka, potem złoto, za nim nieruchomości. Dopiero na czwartym miejscu są diamenty – mówi Waldemar Śliwiński.

Jak mówi, dodatkowym problemem jest fakt, że sprzedaż diamentów w Polsce jest obłożona 22-proc. VAT. A to mocno podnosi próg wejścia w inwestycję i bardzo wydłuża okres uzyskania dobrej stopy zwrotu. M.in. dlatego polscy inwestorzy, który dysponują odpowiednim kapitałem i interesują się diamentami, nie zawsze chcą robić zakupy w Polsce.

– Mogą to robić w całej Europie. Rynek krajowy jest wyjątkowo płytki – mówi Waldemar Śliwiński.