To pierwsza rekomendacja Morgan Stanley dla ubezpieczyciela i od razu korzystniejsza dla spółki niż wydane wcześniej zalecenia.

Cena docelowa to wartość, jaką zdaniem analityków powinien osiągnąć papier firmy w określonym czasie – zwykle 9 lub 12 miesięcy. Do tej pory najwyższą cenę docelową w zaleceniu ustalił UBS, który spodziewa się wzrostu ceny PZU do 391 zł. Pozostałe wyceny są niższe – średnia, wyliczona na podstawie czterech wydanych do tej zaleceń, wynosi 371,7 zł.

To jednak sporo więcej, niż wynosi obecna wycena ubezpieczyciela. Wczoraj około godziny 14.30 jedna akcja PZU kosztowała 351,5 zł. Do tej pory najwyższy kurs PZU osiągnął 31 maja, czyli w dzień po debiucie. Wtedy kurs doszedł do poziomu 361,9 zł.

Gdyby akcje doszły do poziomu wyznaczonego przez średnią z rekomendacji, to akcje PZU zdrożałyby o blisko 6 proc. w stosunku do wczorajszych notowań. Gdyby zaś kurs dotarł do ceny ustalonej przez JP Morgan, wzrost wyniósłby 19 proc.

Wprawdzie zamieszanie na giełdach i spadki indeksów utrudniły wzrost kursu PZU do poziomu wyznaczonego przez rekomendacje, ale jak do tej pory akcje ubezpieczyciela ani razu nie spadły do ceny, po jakiej je sprzedawano (312,5 zł). Dzięki temu firma nie musiała korzystać z opcji stabilizacyjnej, która pozwalała PZU w ciągu 30 dni od debiutu wydać na skup akcji nawet 683 mln zł.

Możliwość skorzystania z opcji stabilizacyjnej pojawiła się też w prospekcie Tauronu, który ma zadebiutować na GPW pod koniec czerwca. Banki inwestycyjne biorące udział w ofercie będą mogły skupić w ciągu 30 dni od pierwszego notowania do 10 proc. akcji. Papiery nie mogą być skupowane po cenie wyższej niż ta, którą w ofercie zapłacą inwestorzy instytucjonalni.