Kondycja państwowych PKS-ów nie jest najlepsza. Jak informuje wiceszef MSP, tylko 15 przedsiębiorstw komunikacji samochodowej pozostających jeszcze pod nadzorem MSP, osiągnęło w ubiegłym roku zysk. Reszta miała stratę. Zapewne właśnie dlatego prywatyzacja tych przedsiębiorstw idzie jak po grudzie. Do tej pory udało się sprzedać dziewięć spośród nich.

Za pierwszym razem nie było chętnych na PKS w Kielcach. Firma przynosi straty. Okazało się, że żaden z trzech dopuszczonych do negocjacji inwestorów nie złożył wiążącej oferty.

Teraz resort chce spróbować po raz drugi. Cena wywoławcza za pakiet 85 proc. akcji wynosi nieco ponad 11 mln zł.

– Jest to kwota minimalna, jakiej oczekujemy – podkreśla Maciej Wewiór, rzecznik MSP.

W zeszłym tygodniu resort zaprosił także inwestorów do wzięcia udziału w przetargu na PKS w Lublińcu. Cena minimalna w tym przypadku została ustalona na blisko 7,3 mln zł.

Z planów MSP wynika, że na sprzedaż zostanie wystawionych 22 spośród 60 nadzorowanych PKS-ów. W większości z nich ruszyły już procedury prywatyzacyjne. Najbliżej sprzedaży jest siedem spółek z Mazowsza. Na zakup 85 proc. udziałów w tych firmach zdecydował się Mobilis – należąca do izraelskiego koncernu Eged firma transportowa, obsługująca m.in. warszawskie, krakowskie, bydgoskie i toruńskie autobusowe linie miejskie i podmiejskie.

– Aktualnie z Mobilis został parafowany ramowy projekt umowy. Kolejnym etapem będzie podpisanie umowy sprzedaży – tłumaczy Wewiór.

Jak podaje MSP, 38 PKS-ów ma zostać skomunalizowanych. W ciągu ostatnich miesiącach samorządom przekazano 19 spółek transportowych. Przejęciem PKS-ów zainteresowani są prezydenci miast i starostwa powiatowe. Jak twierdzi Bogdan Gursztyn, sekretarz powiatu bolesławieckiego, który chce przejąć jeden z PKS-ów, jest to związane głównie z problemami, które sprawiają prywatni przewoźnicy oraz chęcią posiadania realnego wpływu na firmy transportowe.

– Dochodów dla powiatu z tego nie będzie – mówi Gursztyn. Dodaje, że przejęcie PKS-u pozwoli lepiej kontrolować transport zbiorowy.

To jeden z głównych powodów, dla których samorządy przejmują PKS-y. Zakładają, że biznes trzeba będzie dotować, ale uda się przynajmniej uniknąć zwolnień pracowników i zapewnić transport także na niedochodowych liniach, których komercyjny przewoźnik nigdy nie chciałby obsługiwać.