Teraz zapewne wykona gest dobrej woli i poprze rządowy wniosek o elastyczną linię kredytową z MFW. A stopy procentowe nie drgnęły.

Rada przyjęła sprawozdanie NBP, w którym zapisano zysk w wysokości niespełna 4,2 mld zł – czyli w wersji, jaką przygotował zarząd jeszcze pod kierownictwem prezesa Sławomira Skrzypka. Po kilku tygodniach kłótni RPP częściowo wycofała się ze swojej uchwały, która zmienia zasady liczenia rezerwy na ryzyko kursowe. To od wielkości tej rezerwy zależy zysk. Rada uznała, że uchwała nie może obowiązywać przy sporządzaniu bilansu za ubiegły rok. W praktyce oznaczało to koniec sporu o zysk. Teraz obie jego strony starają się zatrzeć złe wrażenie, jakie cała awantura wywarła na analitykach rynkowych. – Współpraca zarządu z radą w ostatnich tygodniach była znacznie lepsza, niż relacjonowały to media. O tym, że rada zgodziła się na wersję zarządu, zdecydowały merytoryczna dyskusja i głębokie analizy – zapewniał wczoraj Piotr Wiesiołek, p.o. prezes NBP. – Spór o zysk to historia. Nasze relacje się docierają, udało się wypracować kompromis – dodawała prof. Elżbieta Chojna-Duch z RPP.

Ten kompromis może polegać na tym, że zarząd banku centralnego poprze rządowy wniosek o przedłużenie elastycznej linii kredytowej z MFW (FCL – Flexible Line Credity). Prezes Wiesiołek oficjalnie podtrzymuje stanowisko NBP – że linia nie jest nam potrzebna, bo mamy dobrą sytuację makroekonomiczną i spory wzrost rezerw walutowych banku centralnego w ostatnich miesiącach. – To stanowisko obowiązuje, ale rozmawiamy z RPP i Ministerstwem Finansów na temat linii kredytowej i w najbliższych dniach zapadną decyzje – powiedział szef NBP.

Bankowi centralnemu łatwo byłoby uzasadnić zmianę zdania. Kolejna odsłona greckiego kryzysu zwiększyła niepewność na światowych rynkach do tego stopnia, że na wartości zaczęły tracić złoty i obligacje. A to właśnie umocnienie złotego było koronnym argumentem przeciwko FCL.