Firmy lotnicze kończą szacowanie strat po chmurze pyłu znad Islandii, która przez kilka dni sparaliżowała przestrzeń powietrzną. Przez chmurę traciły też porty lotnicze i agencje zarządzające przestrzenią powietrzną krajów. Teraz te informacje płyną do resortów odpowiedzialnych za transport w krajach członkowskich.

– Zbieramy informacje od podmiotów, żeby mieć wiedzę o skali strat. Po drugie, dane te są nam potrzebne na spotkanie ministrów infrastruktury i transportu Unii, do jakiego dojdzie 10 maja – potwierdza Mikołaj Karpiński, rzecznik prasowy Ministerstwa Infrastruktury.

Przedstawiciel polskiego resortu infrastruktury nie przesądza, czy na tym spotkaniu dojdzie też do rozmów na temat pomocy publicznej dla dotkniętego kataklizmem lotnictwa.

Michał Marzec, dyrektor naczelny Przedsiębiorstwa Państwowego „Porty Lotnicze”, które zarządza warszawskim lotniskiem, uważa, że rządy powinny zdecydować się na pomoc dla branży lotniczej. Straty dla tego portu są dotkliwe.

Jak mówi Michał Marzec, ostateczne wyliczenia będą gotowe dziś lub jutro, ale ze wstępnych szacunków wynika, że lotnisko traciło około 1 mln zł dziennie. Już wiadomo natomiast, że Polska Agencja Żeglugi Powietrznej straciła 10 mln zł, a regionalne lotniska 500–800 tys. zł. Podsumowania strat nie zakończyły natomiast PLL LOT, najbardziej poszkodowana firma w Polsce. Jednak akurat ta spółka na razie nie przesądza, czy w ogóle zwróci się o pomoc do państwa.

– Z wielu powodów. Nie mamy jeszcze choćby wystarczająco udokumentowanej wiedzy o skali strat – tłumaczy Jacek Krawczyk, przewodniczący rady nadzorczej PLL LOT.