Straty przewoźników z tego tytułu to nawet 1,7 miliarda dolarów.

Inicjatorem pozwu jest brytyjski EasyJet, druga po Ryanairze największa tania linia w Europie. – Pracujemy nad tym z grupą innych firm, także tych spoza sektora przewoźników niskokosztowych. To będzie pozew wszystkich linii lotniczych – powiedział prezes EasyJeta Andrew Harrison w rozmowie opublikowanej w najnowszym numerze niemieckiego tygodnika „Wirtschaftswoche”. Nie chciał zdradzić, z jakimi liniami prowadzi rozmowy. Ale wiadomo, że rekompensat domaga się także niemiecka Lufthansa.

Proces bez precedensu

– To była katastrofa naturalna i nie ma powodu, dla którego jej konsekwencje miałyby ponieść wyłącznie linie lotnicze. Szczególnie że zamknięcie przestrzeni na tę skalę było niepotrzebne – mówi Harrison.

Władze bronią decyzji o wstrzymaniu lotów. Proces, jeśli do niego dojdzie, będzie bezprecedensowy. Sąd będzie musiał rozstrzygnąć, czy ważniejsze jest bezpieczeństwo pasażerów, czy kondycja finansowa linii lotniczych, które niezależnie od pyłu wulkanicznego mają problemy.

EasyJet poinformował, że z powodu zamknięcia przestrzeni powietrznej w kwietniu i maju musiał odwołać 6512 lotów, wskutek czego ucierpiało ok. 850 tys. pasażerów. Swoje straty finansowe linia szacuje na 50 – 75 milionów funtów, w związku z czym jej przewidywany tegoroczny zysk spadnie do 100 – 150 mln.

Ale EasyJet przynajmniej wciąż mówi o zyskach. British Airways na zamknięciu przestrzeni powietrznej straciło 100 mln funtów, co jeszcze bardziej pogarsza sytuację finansową firmy. Kilka dni temu BA poinformowało, że w ciągu roku do marca – czyli jeszcze przed wybuchem Eyjafjallajoekulla – straciło 531 mln funtów. To najgorszy wynik od prywatyzacji linii w 1987 roku.

200 milionów dziennie straty

Międzynarodowa Agencja Transportu Lotniczego (IATA) wyliczyła, że w czasie największej aktywności pyłu, czyli w dniach 15 – 23 kwietnia, przemysł lotniczy tracił 200 milionów dolarów dziennie. Wraz z krótszymi okresami zakłóceń na w pierwszej połowie maja dało to straty sięgające 1,7 miliarda funtów.

Problemem jest jednak to, że prawie wszystkie europejskie rządy zmagają się teraz z kryzysem finansów publicznych i wdrażają ostre programy oszczędnościowe. W sytuacji gdy zmniejszają pensje w sektorze publicznym czy kwoty przeznaczane na służbę zdrowia, trudno oczekiwać, by pokrywały straty linii lotniczych, szczególnie prywatnych.

Na dodatek te straty będą rosnąć. Naukowcy ostrzegają, że islandzkie wulkany weszły w fazę zwiększonej aktywności, która może potrwać nawet kilkadziesiąt lat.