Dodatkową pulą pieniędzy podzielą się na początku przyszłego roku województwa, które najszybciej wykorzystują unijne dotacje. By wziąć udział w podziale tego półmiliardowego tortu, regiony muszą do końca 2010 roku potwierdzić w Komisji Europejskiej wydanie co najmniej 20 proc. środków, które dostały od niej w perspektywie budżetowej 2007 – 2013. Do tego wyniku nie będą wliczane zaliczki z UE (w wysokości 9 proc.), które trafiły do samorządów w 2007 roku.

Wyścig o dodatkowe pieniądze rozpala samorządowców do czerwoności. Wszystko dlatego, że będą oni rozliczani z wyników za ten rok. A tymczasem już jesienią odbędą się wybory samorządowe. Za ewentualne potknięcie rachunek rządzącym mogą wystawić wyborcy. Wykorzysta je też opozycja.

Najgorsze Mazowsze

Jak wynika z szacunków „DGP” wyliczonych w oparciu o dane Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, na koniec pierwszego kwartału tego roku próg 20 proc. udało się przekroczyć tylko najmniejszemu z województw – opolskiemu. Ta wiadomość ucieszyła marszałka Józefa Sebestę. Pokazuje bowiem, że przyjęta przez region strategia korzystania ze pieniędzy z UE okazała się sukcesem. – Wystartowaliśmy z unijnym wsparciem, nie czekając na wszystkie niezbędne rozporządzenia. Jeśli okazywało się, że zapotrzebowanie na dotacje jest większe niż pula pieniędzy w konkursach, to kierowaliśmy do nich dodatkowe środki – zdradza swój przepis na pierwsze miejsce marszałek województwa opolskiego.

Pozycja tego regionu nie jest zaskoczeniem. Był od początku jednym z liderów w wydawaniu unijnych pieniędzy. Niespodzianką jest obecność w ogonie tego wyścigu województwa śląskiego. Jako pierwsze w Polsce zaczęło ono korzystać z unijnych dotacji z budżetu 2007 – 2013. Przez długi czas było wskazywane jako przykład wzorowego przygotowania do korzystania ze wsparcia UE. Odpowiadała wówczas za to Elżbieta Bieńkowska, obecna szefowa MRR.