Kuba Puchowski, prezes Towarzystwa Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych (TRMEW), nie upatruje jednak w tym powodów do niepokoju. Uważa, że kryzys nie wyhamował, a wręcz przeciwnie zintensyfikował działania przedsiębiorców z branży hydroenergetycznej.

Inwestycje na lata

Elektrownie wodne to inwestycje zarówno kapitałochłonne, jak i długofalowe. Średni czas zwrotu inwestycji waha się od 8 do 10 lat, w skrajnych przypadkach może nawet wynieść 15.

– Czas życia wiatraka wynosi 20 lat, w przypadku biogazowni jest jeszcze krótszy. A w mojej elektrowni cały czas działa turbina z 1901 roku – mówi Kuba Puchowski.

Wiele istniejących obiektów powstało właśnie na bazie dawnych małych siłowni wodnych. Andrzej Dutkiewicz, prowadzący elektrownię o mocy 28 kW w Strachocinie na zachodnim Pomorzu, posiada mapy z końca XIX w., z których wynika, że już wtedy w tym miejscu wykorzystywano energię wody. Jednakże w najbliższym czasie wszystko ma się zmienić.

– Środowisko hydroenergetyków jest konserwatywne i wydawało nam się, że nic już nie da się wymyślić – mówi Kuba Puchowski.

W ubiegłym roku w Europie pojawiły się turbiny niskospadowe, tzn. takie, które doskonale można wykorzystać właśnie w warunkach polskich.

– Już na etapie projektowania elektrowni wodnej można ocenić, jaki wpływ może taka turbina wywrzeć w przyszłości na krajobraz, migrację ryb itp. – wymienia zalety takiego rozwiązania Kuba Puchowski.

Nowości spotkały się z pozytywnym odzewem branży i obecnie czeka nas rewolucja w budowie spiętrzeń, jazów i elektrowni. Nowe technologie mają łączyć się też z ożywioną kampanią edukacyjną. O dziwo, jest ona w najmniejszym stopniu skierowana do przyszłych inwestorów. Pokazanie alternatywnych rozwiązań ma zainspirować m.in. ekologów, ale też wszystkich, którym zależy na większym wykorzystaniu odnawialnych źródeł energii.