W Polsce działa 578 banków spółdzielczych, ale ich udział w rynku kredytów mieszkaniowych to zaledwie 1,7 proc. (3,6 mld zł, wobec 207,4 mld zł w bankach komercyjnych).

– Mamy w tej chwili mniej więcej tyle samo wniosków o kredyt hipoteczny, co w ubiegłym roku – mówi Joanna Klimkowska z Podkarpackiego Banku Spółdzielczego.

Podobna sytuacja jest w większości banków.

– Jeśli chodzi o kredyty mieszkaniowe, to nastąpiła stagnacja, ale trzeba pamiętać, że działamy przede wszystkim w małych miastach i na wsi, gdzie trudno się spodziewać dużego wzrostu akcji kredytowej – mówi Jerzy Różyński, prezes Krajowego Związku Banków Spółdzielczych.

Niewielki udział sektora spółdzielczego w rynku kredytów mieszkaniowych nie wynika jednak tylko z trudnej sytuacji na rynku.

– Nie można powiedzieć, że łatwiej w tej chwili dostać kredyt mieszkaniowy w banku spółdzielczym niż w komercyjnym. Jednak oferta w bankach spółdzielczych na pewno nie jest na tyle atrakcyjna, by przyciągnąć klientów, którzy nie są tradycyjnie związani z bankowością spółdzielczą – mówi Karol Wilczko z Comperi.

Banki spółdzielcze udzielają tylko kredytów złotowych, których oprocentowanie przeważnie wynosi ok. 10 proc. Są jednak także instytucje proponujące dużo niższe stawki. W Banku Polskiej Spółdzielczości oprocentowanie kredytu w wysokości 200 tys. złotych, przy 20-proc. udziale własnym i kredycie na 30 lat, wynosi tylko 6,2 proc.

Dla porównania, najwyższe oprocentowanie komercyjne to niewiele ponad 9 proc., ale są też oferty w okolicach 5,5 proc. Trzeba jednak pamiętać, że banki komercyjne domagają się najczęściej wykupienia innych usług. Do tej pory ta polityka jest obca bankom spółdzielczym. Żądają one tylko wykupienia ubezpieczenia nieruchomości i ubezpieczenia kredytu do czasu uzyskania wpisu w hipotece. Spośród sprawdzonych banków tylko w BPS wymagana była od kredytobiorcy polisa na życie.