To mniej niż w poprzednich naborach, jednak kwota, o jaką zabiegają małe i średnie przedsiębiorstwa, jest bardzo wysoka. To niemal 5,2 mld zł. Średnio daje to ok. 18 mln zł unijnego wsparcia na jeden wniosek. To więcej niż w poprzednim konkursie, w którym mogły startować także duże przedsiębiorstwa. Wówczas złożono 326 wniosków na łączną kwotę 4,2 mld zł, co daje średnio 12 mln zł na jedną firmę.

– Spodziewałem się mniejszego zainteresowania ze względu na wykluczenie z możliwości ubiegania się o unijne pieniądze dużych przedsiębiorstw – mówi DGP Tomasz Chmielecki, właściciel firmy doradczej EuroGrant Consulting.

Według niego tak duże zainteresowanie sektora MSP dotacjami może się wiązać z powtórnym złożeniem wniosków o pieniądze z UE przez firmy, które odpadły w poprzednich dwóch konkursach. Musiały one przy tym przemodelować swoje projekty, bo właśnie zakończony konkurs rozgrywa się na nowych zasadach. Nie wystarczy już udowodnić, że firma inwestuje w światową technologię. Dodatkowo trzeba wykazać, że w efekcie inwestycji powstanie produkt, który będzie nowością na rynku globalnym.

Według Ewy Fedor, eksperta ds. funduszy europejskich w Konfederacji Pracodawców Prywatnych, duże zainteresowanie małych i średnich przedsiębiorstw dotacjami to efekt ich problemów z uzyskaniem kredytów.

– Wielu mniejszych przedsiębiorców rezygnowało z ubiegania się o pieniądze z UE, twierdząc, że droga po nie jest zbyt skomplikowana, a samo przygotowanie niezbędnej dokumentacji zbyt dużo kosztuje. Dlatego przed kryzysem decydowali się na korzystanie kredytów bankowych. Teraz skierowali się ku dotacjom – wyjaśnia Ewa Fedor.

Dodaje, że nie bez znaczenia są także zaliczki, które pozwalają małym firmom zrealizować inwestycje tylko oparte na środkach własnych.

Konkurencja o unijne pieniądze będzie olbrzymia. Środków nie wystarczy dla wszystkich. Pula do podziału to zaledwie 750 mln zł.

– Sądzę jednak, że z powodu olbrzymiego zainteresowania urzędnicy zdecydują się przeznaczyć na konkurs dodatkowe środki – ocenia Tomasz Chmielecki.